Książka Stanisława Srokowskiego „Spisek barbarzyńców” to literacka fikcja, jednak w niezwykły sposób jest też syntezą historii Polski ostatnich trzydziestu pięciu lat. Smutną syntezą - podkreśla Robert Tekieli w "Gazecie Polskiej Codziennie".

Jeśli kreowany na gwiazdę i autorytet polskiej publicystyki Jacek Żakowski może w biały dzień wygłosić zdanie, że „ciąży na nas historyczna odpowiedzialność” za Holokaust – i mówi to o jedynym z okupowanych przez Niemców narodzie, który nie wydał z siebie kolaborującego rządu – jeśli porównuje się nas do Węgrów, którzy byli w czasie II wojny światowej sojusznikami Hitlera, a Żakowski nie zostaje napiętnowany anatemą – musimy wiedzieć, że mamy do czynienia z politycznym teatrem, który ma przewartościować całą historię XX wieku. Zdrada polskich elit – oto temat książki Stanisława Srokowskiego zatytułowanej „Spisek barbarzyńców”. Polacy mają się wstydzić polskości, wtedy nie będą się bronili przed mentalną rewolucją, która sprawi, że oddadzą swoją wolność i nawet tego nie zauważą.

Ogólnopolskie telewizje, największe polskie gazety, polska szkoła, rządowa polityka – wszystko, co ma w rękach grupa „historycznego kompromisu” lewicowej opozycji z komunistami – pracuje nad przemianą zbiorowej mentalności Polaków. Muszą tylko zlikwidować takie pojęcia, jak Polska, Polak, naród, historia, religia, Bóg, wiara. Kiedy w 1988 r. Adam Michnik przeprowadzał ze mną rozmowę, w której próbował przekonać mnie, że komuniści już nie zagrażają Polsce, a wrogiem jest teraz Kościół i totalitaryzm narodowy, myślałem naiwny, że mam do czynienia z intelektualną dysputą. Że facet co prawda zwariował, ale, cóż – każdy przecież może się mylić. Gdy przeczytałem w książce Srokowskiego opis dokładnie takiej samej rozmowy z jednym z bohaterów jego książki, zrozumiałem, że było to po prostu kuszenie. Adam Michnik wyszukiwał wśród peerelowskiej opozycji sojuszników. Tych, którzy zakrzykną: „Tusku, musisz”; tych, dla których polskość to nienormalność. Ten obóz został zbudowany. Co więcej, ten spisek mniejszości jest dziś przy władzy. A Srokowski pokazuje jego korzenie w projekcie Michnika, Geremka i Kuronia z lat 80., który został zrealizowany wreszcie przez bezpostaciowych polityków PO przy wsparciu wszystkich resortowych mediów. O ile po prawej stronie wszyscy wiedzą już, na czym polegał zamysł Okrągłego Stołu, w jaki sposób lewicowa mniejszość opozycji demokratycznej zmanipulowała Solidarność, przejmując pełnię władzy w związku po 1989 r., o tyle Srokowski zaskoczy ich, pokazując, że przejęcie władzy w polityce było tylko czubkiem góry lodowej. Autor „Spisku barbarzyńców” dowodzi, że te dwa procesy wynikały z jednego zamysłu. Michnik, Geremek i Kuroń zaprojektowali antypatriotyczną, antykościelną i antyrodzinną krucjatę już w latach 80. Czy ktoś pomyślałby 30 lat temu, że w Polsce można bezkarnie szczać na krzyż?

W warstwie artystycznej książki widać wyraźnie, że Sroczyński przebija się przez materię wydarzeń. „Barbarzyńcy” nie mają klarowności stylistycznej jego cyklu wołyńskiego. Momentami pisarz popada też w publicystykę, ale i tak warto przeczytać tę książkę. Co więcej, sądzę, że jest to obowiązek każdego polskiego patrioty. Być może już straciliśmy szansę na wolną i niepodległą. Być może zamysł rewolucjonistów kulturowych się powiódł. Ale może jeszcze mamy szansę…