Media władzy uzależnione od pieniędzy ze spółek skarbu państwa urządziły „pierwszy polski hangout”. Teoretycznie hangout to otwarta debata w internecie. W wydaniu „Gazety Wyborczej” nie było to jednak przeniesienie do Polski pomysłu z Zachodu. Zobaczyliśmy raczej realizację pomysłu, do którego prawa autorskie ma Władimir Putin. Co roku w kwietniu odbywa się „szczera rozmowa” prezydenta Rosji z rodakami, telewizyjny show, w którym „każdy” może zadać „każde” pytanie. Tak jak w Moskwie było wczoraj w Warszawie. To pytania typu, czy jest pan szczęśliwy, albo co by pan robił, gdyby nie był pan politykiem. Ale nawet w takiej „debacie” Komorowski kilka razy się wyłożył. Nie pamiętał tytułu książki, jaką czyta – dowiedzieliśmy się tylko, że o Polesiu. Opowiedział, że jego ojciec studiował na podstawie sfałszowanej matury, bo sam jej nigdy nie zdał. Dowiedzieliśmy się też, że w 1989 r. rozważał zamiast pracy w rządzie produkcję brykietu do kominków „bo trociny będą zawsze”, i że: „gdyby musiał wybierać raz jeszcze, to kto wie, może by wybrał brykiet”. Trudno uwierzyć, że debatę w Polsce można sprowadzić do takiego poziomu. Ale z tym brykietem to może dobry pomysł – a gdyby tak pozwolić Komorowskiemu zrealizować dawne plany?