Apel rodzin dotkniętych tragedią smoleńską (Magdalena Merta, Małgorzata Wassermann, Ewa Kochanowska i Ewa Błasik) o umiędzynarodowienie śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej był ważny i potrzebny, choć oczywiście nie był to pierwszy głos, który tego się domagał.

Jak ważna i celna była to propozycja, świadczy reakcja partyjnego kandydata PO na prezydenta, urzędującego lokatora – nomen omen – Pałacu Namiestnikowskiego Bronisława Komorowskiego. W myśl powiedzenia „na złodzieju czapka gore” stwierdził on, że śledztwo międzynarodowe nie jest potrzebne, bo przecież Polska może to załatwić we własnym zakresie. Lepiej dla niego, żeby milczał. Jego reakcja pokazała strach przed komisją międzynarodową – komisją na tyle obiektywną, że może ustalić fakty skrajnie niewygodne dla obecnej polskiej władzy. Także dla tych jej przedstawicieli, którzy nie osiedli jeszcze w Brukseli, jak Donald Tusk, czy w Madrycie, jak Tomasz Arabski, a którzy odpowiadają za przygotowanie organizacyjne wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w kwietniu 2010 r.

Sprawa śledztwa w europarlamencie

Międzynarodowe śledztwo musiałoby się zająć zapewne bardzo niewygodnymi dla obecnych władz sprawami, a jego ustalenia trudno byłoby zanegować i zrzucić na „politykierstwo Macierewicza”, „kampanię wyborczą PiS” czy efekt działania „smoleńskiej sekty”. Stąd strach przed umiędzynarodowieniem dochodzenia w sprawie tragedii sprzed pięciu lat i stąd też nerwowe reakcje polityków PO i PSL nie tylko werbalne, ale również przejawiające się w konkretnym głosowaniu podczas marcowej sesji Parlamentu Europejskiego w Strasburgu. Posłowie rządzącej w Polsce koalicji zagłosowali tam właśnie przeciwko propozycji żądania międzynarodowego śledztwa przez PE. Co więcej, postawili tę sprawę na ostrzu noża wobec swojej frakcji EPP (Europejska Partia Ludowa). Początkowo była ona bowiem skłonna poprzeć postulat grupy EKR (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy), która z inicjatywy europosłów Prawa i Sprawiedliwości zawnioskowała na posiedzeniu Konferencji Przewodniczących, a więc najbardziej decyzyjnego ciała europarlamentu, o taki właśnie, umożliwiający „umiędzynarodowienie Smoleńska”, kształt przedostatniego punktu rezolucji potępiającej władze Rosji w kontekście zabójstwa byłego wicepremiera tego kraju Borysa Niemcowa.

Instrukcje z centrali

Skądinąd wiadomo, że europosłowie PO-PSL nie widzieli problemu, aby taki fragment umieścić, jednak instrukcje z Warszawy (czy Brukseli – Donald Tusk?), co prawda w ostatniej chwili, przyszły na czas. Tym razem interes partyjny, a w zasadzie wręcz obawa przed druzgocącymi konsekwencjami, nawet natury formalnoprawnej, dla sprawców „smoleńskich grzechów zaniechania” okazały się silniejsze od polskiej racji stanu. Ale oczywiście temat ten w PE powróci. Godzi się przypomnieć, że przez lata blokowano inicjatywy polityczne PiS, których celem było to, aby europarlament zażądał zwrotu wraku Tu-154M oraz czarnych skrzynek. Udało się to uzyskać jedynie na poziomie deklaracji delegacji Unia Europejska-Rosja w PE. I teraz, chyba zgodnie z teorią wybitnego polskiego socjologa Ludwika Krzywickiego o „ideach wędrujących” w czasie, udało się tę sprawę załatwić. Można więc mieć nadzieję, że również umiędzynarodowienie śledztwa smoleńskiego stanie się – ze strony Parlamentu Europejskiego czy instytucji unijnych – faktem. 

Całość artykułu w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"