Trudno jednoznacznie ocenić książkę Jürgena Rotha o katastrofie smoleńskiej. Warto zwrócić uwagę, że jej najciekawsze i najmocniejsze fragmenty, które autor streszczał w wystąpieniach w polskich mediach, nie są prezentacją twardego faktu, ale wyłącznie przytoczeniem opinii, które oficer BND miał zebrać i wysłać do centrali wywiadu. To wszystko, co można powiedzieć o tej sprawie z dobrą wolą. Nie wiemy do końca, na ile dokumenty, o których mówi Roth, są wiarygodne, nie wiemy nic o osobach, które mu je przekazały. W związku z tym trudno przytaczać informacje z książki jako coś, co może być przeważającym świadectwem wyjaśniającym przyczyny katastrofy. Najważniejsze pytanie dotyczące danych, które przekazał nam Roth, brzmi: czy państwo polskie podejmie sensowne kroki, które pozwolą te wiadomości zweryfikować?