Kilka dni temu Hanna Gronkiewicz-Waltz oznajmiła, że pomnik smoleński ma stanąć w ciągu dwóch lat. Patrzę sobie przez okno redakcyjne w kierunku budowanego drapacza chmur Warsaw Spire, który ma mieć 220 m wysokości. Budowa ma się zakończyć w ciągu ok. 4–5 lat...

W pięć lat po katastrofie smoleńskiej prezydent Warszawy pluje Polakom w twarz bez jakiegokolwiek skrępowania i, co gorsza, bez jakichkolwiek konsekwencji. Nieraz spotykałem się z opiniami prawicowych komentatorów, którzy w jakiś sposób usprawiedliwiali Polaków, którzy dali się otumanić propagandzie obozu władzy – Polaków, którzy stali się lemingami. Przeciętny człowiek musi ponoć się okazać bezradny wobec socjotechnicznego profesjonalizmu politycznych gangsterów. „Kowalski” stojący przeciw mediom służącym III RP ma przypominać Dawida bez procy wobec Goliata. Nie rozumiem takiego stanowiska publicystów – zwolenników demokracji. Obraca ono w ruinę pojęcie odpowiedzialności za własne czyny i samą – jakże przecież realną – kategorię głupoty, a także podaje w wątpliwość ideę władzy ludu. Cóż to bowiem za wartość ma tkwić w mądrości demosu, skoro tak łatwo go oszukać paroma błyskotkami?