Wielcy myśliciele już dawno zauważyli, że podłość ludzka nie ma żadnych granic. To właśnie z taką podłością mamy do czynienia w kampanii głównych mediów III RP skierowanej przeciwko Prawu i Sprawiedliwości, a szczególnie przeciwko prezesowi tej partii Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Jest ona elementem realizowanego na zimno politycznego planu obozu obecnej władzy. Prym w tej działalności wiedzie niewątpliwie „Newsweek” prowadzony przez Tomasza Lisa, który ostatnią okładką przedstawiającą Kaczyńskiego jako „smoleńskiego zamachowca” przekroczył wszelkie dopuszczalne normy. Myślę jednak, że myli się ten, kto sądzi, że w debacie publicznej dobiliśmy już do dna. Te wszystkie tzw. wrzutki smoleńskie – jak choćby ostatnio nowo „odczytane” stenogramy – mogą się okazać tylko preludium do czegoś, co władza szykuje, na wypadek gdyby w kulminacyjnym momencie kampanii wyborczej, czy to prezydenckiej, czy parlamentarnej, poczuła się realnie zagrożona. Tym czymś może być sfałszowana ostatnia rozmowa telefoniczna braci Kaczyńskich, dająca pretekst do podłej sugestii, że to Jarosław zabił Lecha i pozostałych pasażerów tupolewa, który rozbił się w Smoleńsku.