Nie ma dziś w Polsce ważniejszej sprawy niż zabezpieczenie ziemi rolnej przed masowym jej wykupem przez spekulacyjny kapitał zagraniczny. Ziemia i lasy to bowiem ostatnie wielkie zasoby polskiego majątku narodowego, pozostające jeszcze w większości w polskich rękach. No i ziemia to gwarancja bezpieczeństwa żywnościowego. Jeśli polscy rolnicy stracą ziemię, Polska straci bezpieczeństwo żywnościowe.

Jest może kilka spraw równie ważnych, ale ważniejszej nie ma. Niestety rząd PO-PSL nie tylko nic nie robi, żeby chronić polską ziemię, nie tylko nie wnosi żadnej inicjatywy w tym zakresie, ale jeszcze blokuje projekt ustawy chroniącej polskie grunty, wniesiony ponad dwa lata temu przez Prawo i Sprawiedliwość.

Kończy się okres ochronny

Gwoli przypomnienia. Przy wejściu do Unii Europejskiej, dzięki wielkiemu naciskowi na rząd Leszka Millera ze strony PiS i nieoderwanego jeszcze wtedy od wiejskich korzeni PSL, wynegocjowany został dla Polski 12-letni okres ochronny na wykup ziemi przez cudzoziemców, polegający na tym, że sprzedaż jakichkolwiek nieruchomości, w tym nieruchomości rolnych, jest dopuszczalna w trybie ustawy z 1920 r. (najstarszej obowiązującej ustawy) zezwalającej na sprzedaż tych nieruchomości cudzoziemcom tylko za specjalnym zezwoleniem ministra spraw wewnętrznych.

Ten okres przejściowy kończy się za rok. Od 1 maja 2016 r. obywatele państw członkowskich UE uzyskają prawo nabywania nieruchomości, w tym ziemi rolnej, na takich samych zasadach, jak obywatele polscy. Zezwoleń nie będą już potrzebowali.

Bieda zmusi rolników do sprzedaży ziemi

Nietrudno sobie wyobrazić, co się stanie. Na polskiej wsi wciąż jest bieda. Może z okien samochodów jej nie widać, niektórzy nawet zazdroszczą rolnikom ich obór, dojarek czy słynnych już wielkich traktorów. Ale nad tym majątkiem unosi się dziś widmo komornika. Obraz słynnego już komornika z Łodzi, ładującego na lawetę traktor należący do rolnika, nie jest wcale rzadki i odosobniony.

W ostatnich trzech latach (2012–2014) dochody rolnicze według oficjalnych danych Eurostatu spadły o 11 proc. I dziwna rzecz – jakby komuś zależało, żeby te dochody spadały właśnie teraz, bo z kolei sprzedaż płodów rolnych rośnie. Rząd się chwali, że tak wspaniale wzrasta eksport rolny z Polski, w tych samych latach 2012–2014 wzrósł on o ok. 20 proc. i wynosi ponad 21 mld euro rocznie. Produkcja rolna rośnie, a dochody rolnicze spadają. To już nie jest gospodarka, to już nie jest rynek, to jest sztuczne i zamierzone hodowanie biedy na wsi. A po co? A po to, żeby ziemię kupować nie od chłopów, którzy nie chcą jej sprzedawać, tylko od komorników na licytacji, wtedy kupi się ją taniej.

Wykup polskiej ziemi przez cudzoziemców już trwa, ale na razie głównie w odniesieniu do ziemi państwowej. Opisał to ubiegłoroczny raport Najwyższej Izby Kontroli. Państwo utraciło wszelką kontrolę nad sprzedażą ziemi rolnej, ustawowe ograniczenia są omijane poprzez zakupy na fikcyjnych właścicieli, tzw. słupy, poprzez spółki, w których udziały razem z ziemią przejmuje kapitał zagraniczny. W efekcie państwo tak naprawdę nie wie, ile polskiej ziemi jest już w obcych rękach, na pewno rzeczywiste dane wielokrotnie przewyższają oficjalne statystyki. NIK wprost pisze o wielkim zagrożeniu korupcją przy sprzedaży ziemi państwowej, urzędnicy dowolnie bowiem decydują, jaka ziemia, gdzie, kiedy i komu ma być wystawiona do sprzedaży.

1 maja 2016 r. zacznie się nowa odsłona tego dramatu. Zacznie się masowy wykup ziemi już nie tylko państwowej, ale i chłopskiej, a sprzyjać temu będą, jak wspomniałem, bieda i zadłużenie polskiej wsi.

Ktoś zapyta: a po co cudzoziemcom polska ziemia?

A po to, żeby na razie ulokować w niej kapitał, a potem na niej zarabiać. Nie ma jak na razie pewniejszej lokaty. Ludzi na świecie jest coraz więcej, a ziemi pod uprawę coraz mniej. Według prognoz FAO (Światowej Organizacji Wyżywienia i Rolnictwa) – do 2050 r. podaż żywności musi wzrosnąć o 70 proc., bo inaczej na świecie zapanuje głód. Wyżywienie ludności stanie się głównym problemem świata i ci, którzy to rozumieją, inwestują w ziemię – np. Chińczycy i Hindusi wykupują obecnie Afrykę.

Europy wykupywać nie ma jak, bo albo jest bardzo drogo, albo są bariery prawne, które ograniczają możliwości kupowania ziemi. Duże połacie terenów staną się dostępne praktycznie tylko w Polsce, no, może jeszcze w Rumunii, w krajach bałtyckich, choć tam do Putina za blisko...

Grozi nam taka sytuacja, że polska ziemia będzie obrabiana rękami polskich rolników, ale właściciele tej ziemi będą już cudzoziemscy. Może dojść do wtórnej feudalizacji polskiej wsi i oddania jej we władanie obcym.

Czy można temu zapobiec

Oczywiście, że można, trzeba tylko chcieć. Z uwagi na członkostwo w Unii Europejskiej nie możemy już wprowadzać osobnych reguł dla Polaków i obywateli innych państw UE. Ale można bez przeszkód wprowadzić takie restrykcje, dotyczące zarówno naszych rodaków, jak i cudzoziemców, żeby jednak zapewnić rzeczywiste preferencje dla rolników polskich. Są na to wzory z innych państw. We Francji teoretycznie ziemię rolną może kupić każdy, ale warunki są takie, że praktycznie spełnić je może tylko zasiedziały od pokoleń rolnik francuski. W Danii ziemię też może kupić każdy, choć jest ona tam piekielnie droga, ale musi równocześnie pozbyć się ziemi posiadanej gdziekolwiek indziej, przenieść się do Danii i tam pracować – krótko mówiąc, kupujący musi się stać rolnikiem duńskim. Zresztą kupowanie ziemi w Danii przez Polaka to kosmiczna abstrakcja, Duńczycy zaś polską ziemię kupują (jedna z duńskich spółek na Pomorzu Zachodnim ma już ok. 20 tys. ha), a będą kupowali jeszcze więcej. O Niemcach już nawet nie wspominam, bo to osobny, nie tylko rolniczy problem.

Jaka jest prawna możliwość reglamentacji? Stwarza ją artykuł 345 Traktatu o funkcjonowaniu UE, który zapewnia państwom członkowskim suwerenność w kształtowaniu zasad prawa własności. Kraje unijne mogą wedle własnej woli regulować zasady nabywania własności, byle te zasady były jednakowe, bez względu na obywatelstwo. A więc Polska też może zaostrzać swoje regulacje dotyczące obrotu ziemią, byle tylko te zaostrzenia nie wprowadzały restrykcji z uwagi na obywatelstwo.

Projekt PiS

Taki projekt – druk sejmowy nr 1659 – 1 lutego 2013 r. zgłosiło Prawo i Sprawiedliwość. Główne założenia projektu są następujące: po pierwsze, nabywcami własności ziemi rolnej o powierzchni co najmniej 1 ha mogą być tylko rolnicy indywidualni, prowadzący lub zamierzający tworzyć gospodarstwa rodzinne. Projekt wyłącza możliwość nabywania nieruchomości rolnych przez spółki, spółdzielnie i inne podmioty, realizując w ten sposób ściśle konstytucyjną zasadę oparcia ustroju rolnego na gospodarstwach rodzinnych. Rolnicy indywidualni mogą się oczywiście zrzeszać w spółdzielnie, spółki i inne organizacje, wnosząc do nich swoje udziały także w postaci nieruchomości rolnych, jednakże nabycie nieruchomości rolnej powinno zawsze następować na rzecz rolnika indywidualnego.

Po drugie, projekt wprowadza ściślejszą definicję rolnika indywidualnego przez dodanie do niej kryterium dochodowego. Za rolnika indywidualnego może być uznany tylko ten, który osobiście pracuje w prowadzonym gospodarstwie. Warunek osobistej pracy w gospodarstwie zaś jest spełniony m.in. wtedy (to jest zmiana dodana przez projekt), gdy dochody z prowadzenia gospodarstwa są nie niższe niż jedna czwarta wszystkich dochodów rolnika. Kryterium dochodowe miałoby jednak zastosowanie do gospodarstw powyżej 20 ha. W wypadku mniejszych gospodarstw konieczne jest na ogół poszukiwanie przez rolnika innych źródeł dochodu i wobec tych niewielkich gospodarstw wymaganie kryterium dochodowego byłoby nadmiernym i biurokratycznym ograniczeniem.

Po trzecie, nie mogą być tworzone nowe gospodarstwa powyżej 300 ha. Nabycie własności nieruchomości rolnej musi się wiązać z zamiarem utworzenia bądź powiększenia gospodarstwa rodzinnego, czyli gospodarstwa od 1 ha do 300 ha. Każda transakcja zmierzająca do tworzenia większego gospodarstwa będzie nieważna z mocy prawa.

Po czwarte, projekt zmierza do zapewnienia tego, by ziemia rolna pozostawała w rękach rzeczywistych rolników, w związku z czym wprowadza instrumenty kontroli, czy nabywca nieruchomości rolnej po nabyciu w rzeczywistości powiększył lub utworzył gospodarstwo rolne i osobiście je prowadzi. Nabycie własności nieruchomości rolnej musi się łączyć z wymogiem osobistego prowadzenia gospodarstwa rolnego, w którego skład wchodzi nabyta nieruchomość, z zakazem jej zbywania, obciążania oraz wydzierżawiania. W wypadkach losowych zgodę na zbycie, obciążenie lub oddanie w użytkowanie nieruchomości rolnej przed upływem 10 lat wydawałby sąd.

Rolnicy popierają, rząd blokuje

Rozwiązania te popierają rolnicy, są one spełnieniem ich najważniejszych postulatów, w sprawie których protestowali już ponad dwa lata temu w Szczecinie, a także protestują obecnie w zielonym miasteczku przed Kancelarią Premiera.

Dość oczywiste rozwiązania zdecydowanie preferują polskich rolników i odsuwają groźbę wyprzedaży ziemi w obce ręce. Jest też i taki szkopuł, że ci zagraniczni spekulanci, którzy nabyli ziemię z obejściem prawa na podstawione słupy, teraz nie będą mogli od tych słupów jej odkupić, chyba że naprawdę zakaszą rękawy i sami przyjdą na tej ziemi pracować. Jeśli staną się prawdziwymi polskimi rolnikami, to bardzo proszę.

Na spotkaniu w Koszalinie rozmawiałem z rolniczką, której mąż jest Duńczykiem, ale w Polsce mieszka i pracuje. Jako Duńczyk stał się polskim rolnikiem – bardzo proszę! Nikomu to nie przeszkadza. Ale gdyby człowiek ten chciał sobie dalej być Duńczykiem w Kopenhadze, a polski chłop pańszczyźniany miałby na niego pracować – o nie, na to zgody być nie może!

Muszą odejść!

I na to zgody nie będzie, ale dopiero wtedy, gdy władzę w Polsce przejmie Prawo i Sprawiedliwość. Koalicja PO-PSL ochronę polskiej ziemi utrudnia i blokuje, bo to jest rząd prowadzący politykę wywłaszczenia polskiej wsi. Nie wiem, dlaczego to robią, mogę się tylko domyślać, ale działanie to jest złe, w ten sposób uderzają w podstawy narodowej suwerenności i bezpieczeństwa Polaków. Muszą odejść.
 

Autor jest posłem do Parlamentu Europejskiego, prawnikiem i prelegentem kongresu Polska Wielki Projekt. „Gazeta Polska Codziennie” jest jednym z patronów medialnych kongresu