Dwa tygodnie temu Ewa Kopacz zorganizowała specjalną konferencję prasową, na której podsumowała pierwsze pół roku swoich rządów. Pani premier stwierdziła, że udało się jej w 50 proc. wykonać swoje obietnice zawarte w exposé. Trudno dziś powiedzieć na jakiej podstawie.

Ewa Kopacz przejęła stery rządu 1 października ubiegłego roku. Zapowiedziała, że w ciągu najbliższego roku zrobi zdecydowanie więcej niż rząd Donalda Tuska przez siedem lat. Przy okazji 40-minutowego wystąpienia jak z kapelusza sypała obietnicami – od wyrzucenia batonów ze szkół, aż po nową ordynację podatkową. Po pół roku jednak nieszczególnie ma czym się pochwalić. Dość powiedzieć, że ten okres wytężonej pracy zaowocował dokonaniami, na których prezentację premier potrzebowała trochę ponad 10 minut.

Czas przyszły niedokonany

Oczywiście premier Kopacz w swoim wystąpieniu postanowiła pominąć wszystkie te przyrzeczenia, które w ciągu sześciu miesięcy złamała. Tak było praktycznie w wypadku każdej obietnicy, która zawierała okolicznik czasu. I tak w exposé z 1 października obiecała, że do końca miesiąca poznamy założenia polskiej polityki zagranicznej. Kłamała. Wystąpienie ministra Grzegorza Schetyny odbyło się dopiero 6 listopada. Ale to błahostka. Do końca r. 2014 miał powstać Fundusz stabilizacji dochodów rolniczych. Nie powstał. Rząd ukończył prace nad nim dopiero w styczniu. Obecnie trwają prace w Sejmie, ale ustawa, mimo że dzisiaj mamy już 13 kwietnia, a od kilkudziesięciu dni przed Kancelarią Premiera protestują rolnicy, nie wyszła poza pierwsze czytanie. Takich przykładów jest więcej.

„W sytuacji zagrożenia konieczna jest bowiem integracja wszystkich instrumentów pozostających w rękach państwa. Te propozycje to część większego planu wzmocnienia bezpieczeństwa naszego kraju. W listopadzie przedstawię ten plan Polkom i Polakom” – zapowiadała w exposé Ewa Kopacz. Plan powstał dopiero w grudniu, ale nie został przedstawiony obywatelom. Rąbka tajemnicy uchylił ostatnio Stanisław Koziej, bardziej znany jako „Szogun”, przedstawiając na zmiętej kartce schemat dowodzenia w czasie kryzysu. Napisany odręcznie. Nic z niego nie zrozumiałem, ale jeżeli chcą Państwo poczuć się bezpieczniej, to wystarczy poszukać na Twitterze Pana Generała.

Gospodarczy zawód

Uproszczenie prawa budowlanego miało stać się faktem na początku roku. Nie przybrało konkretnej formy. Podobnie nie została ukończona nowa ordynacja podatkowa. Najbardziej jednak zawiedzeni mogą czuć się przedsiębiorcy. „Przygotowujemy specjalną ustawę antykryzysową, dzięki której firmy, które straciły na embargu, będą mogły skorzystać z dopłat do wynagrodzeń lub do szkoleń pracowników bądź otrzymają refundację składek na ZUS. Zapiszemy w projektowanej ustawie możliwość skorzystania w ramach tej pomocy z kwoty do 500 mln zł z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych” – mówiła Ewa Kopacz 1 października. Jak na razie temat medialnie nie istnieje. Podobnie jak pomysły: asystenta podatnika dla mikroprzedsiębiorców i dostępu do kont podatników przez internet na platformie e-Podatki. Miało być łatwiej, sprawniej i frontem do obywatela, skończyło się tylko na zapowiedziach.

Praktyka pokazała nawet coś zupełnie odmiennego. Na początku marca Związek Przedsiębiorców i Pracodawców doniósł do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez ministra Mateusza Szczurka oraz innych funkcjonariuszy publicznych Ministerstwa Finansów. Według zawiadamiających przedstawiciele resortu mieli przekroczyć swoje uprawnienia, nakłaniając pracowników izb skarbowych do takiego prowadzenia kontroli, by kończyły się one nakładaniem na przedsiębiorców kar finansowych. „MF dokonało również analizy podmiotowej urzędów skarbowych – urzędy skarbowe, które będą miały najwyższy procent kontroli negatywnych w skali kraju, zostaną pozbawione pracowników kontroli podatkowej (pozostanie tam np. jedynie dwóch kontrolujących). Celem na 2015 r. jest wzrost dochodów budżetowych, wzrost kontroli okresów bieżących i wzrost kontroli pozytywnych. Należy obecnie zmienić tok myślenia w sprawie kontroli podatkowych – nie ma kontroli w celach prewencyjnych, kontrola ma przynosić wpływy budżetowe” – pisali urzędnicy w jednej z notatek służbowych.

Ewa Kopacz zapowiadała również, że będzie bić się na arenie międzynarodowej o niskie ceny energii. – Mój rząd nie zgodzi się na zapisy oznaczające dodatkowe koszty dla naszej gospodarki oraz wyższe ceny energii dla konsumentów – mówiła. Nie przeszkadzało jej to w podpisaniu pakietu klimatycznego, który jest odroczonym w czasie wyrokiem na każdego z nas. Według szacunków w latach 2020–2030 za spalanie węgla zapłacimy dodatkowo 134 mld zł. Oczywiście złożymy się na to w rachunkach za energię. Już wiadomo, że nie uda się również wykonać zapowiadanych dróg. Obwodnica Warszawy opóźni się o dwa lata, autostrady A2 do wschodniej granicy też prawdopodobnie nie będzie.

Lewackie ściemy

Ponieważ rząd nie ma szczególnie czym się poszczycić, to musi od tego odwrócić uwagę Polaków. Dlatego robi się medialne spektakle. I tak przez miesiąc trwała medialna naparzanka o nikomu do niczego niepotrzebną konwencję antyprzemocową. Jak temat się wypalił i ludzi przestał kręcić tajemniczy gender, to wrzucono temat in vitro. W kraju, w którym w szpitalach łóżka stawia się na korytarzach, a chorzy stoją na mrozie w kolejkach przed przychodniami, okazał się to problem dominujący. Oczywiście finał tego przepychania ustawy o in vitro będzie taki, że stworzymy kolejny dział medycyny, na który nie będzie pieniędzy. Ale przedstawienie musi trwać, bo PO bardzo bije się o elektorat Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Jak na razie gawiedź to kupuje, a rząd szybuje w sondażach. Według najnowszego badania PO ociera się o samodzielne rządzenie i zapowiada się, że nawet 100 niespełnionych obietnic nie zmusi Polaków do zmiany trendu. Jak mawiał Mark Twain: „Lepsza złamana obietnica niż żadna”.