W mieście na 100 mężczyzn przypada 120 kobiet. – Prawdziwe eldorado – zarechotał pewien polityk. W reakcji na to dictum dało się słyszeć niewyraźny śmiech kobiet zebranych na sali. Chamstwo? Jak inaczej określić? Rubaszny, nie tyle prosty, co raczej prostacki styl polityka, którego dotyczy niniejszy felieton, jest nam znany od dawna – od czasu określenia Dunek mianem „kaszalotów”. Ale ów polityk odbył też w Łodzi – bo tam bawił – przejażdżkę zabytkowym tramwajem. Retro pojazd dostojnie sunął po szynach – niemal jak w starym kinie. Dopóki się nie wykoleił. Politykowi nic się nie stało, ale otoczony już samymi mężczyznami dowcipkował – „takich numerów nikt się nie spodziewał. Niektórzy podejrzewaliby prowokacje. Byłoby, że to zamach” – zarechotał. Ów polityk dowcipkował sobie w dwa dni po piątej rocznicy katastrofy smoleńskiej, nawiązując do niej w oczywisty sposób. Rechot ze Smoleńska już przerabialiśmy – wydawało się, że nikt już nie będzie się publicznie w taki sposób kompromitował. A jednak. Bronisław Komorowski – bo to on oczywiście jest tym politykiem – gdy nie czyta z kartki, gdy jest spontaniczny, demaskuje się błyskawicznie. Jak stary tramwaj, wypada z szyn.