Służby specjalne Ukrainy na oficjalnego patrona wybrały sobie... UPA. Ukraiński parlament uczcił „bojowników UPA i OUN” i to w uchwale dotyczącej… „zwycięstwa nad nazizmem”(!). Szef nacjonalistycznego Prawego Sektora został doradcą szefa sztabu generalnego armii ukraińskiej, a przybudówka militarna jego organizacji została wcielona do wojska. Trudno tych faktów nie zauważać. Ich skumulowanie musi martwić. Każdy naród wybiera taką wizję historii, jaka mu odpowiada. Kijów powinien jednak pamiętać o politycznych konsekwencjach. Decyzje te, podjęte w ostatnich dniach, muszą zaniepokoić, a wielu Polaków pewnie oburzą. Takim polskim reakcjom trudno się dziwić. Oczywiście rozum podpowiada, że trzeba wspierać naszych wschodnich sąsiadów nie dlatego, że ich specjalnie kochamy, ale dlatego, że w polskim interesie leży odrzucenie Rosji jak najdalej na Wschód. Ale jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy. Oto bowiem Ukraińcy dają oręż do ręki Moskwie. Teraz będzie jej jeszcze łatwiej – poprzez silne lobby na Zachodzie – pokazywać „ukraiński faszyzm”. A ci, którzy Kijowa bronią na arenie międzynarodowej, będą mieli jeszcze mniej argumentów. Z tych decyzji ucieszą się kombatanci UPA. Ale chyba najbardziej, paradoksalnie, Moskwa.