Minęło pięć lat od katastrofy smoleńskiej. Co dalej? Już wiemy, jak to widzi prezydent Bronisław Komorowski – ma być zgoda, zgoda i już. Wiemy, jak to widzi rząd. Wypadki chodzą po ludziach i tyle, no, smutno. Prokuratura odgrzała nieświeże kotlety i podtyka nam je pod nos. Generał Andrzej Błasik naciskał, złe wyszkolenie, piwko, tra ta ta. Rząd jak zwykle nie potrafił zachować godności wobec żałoby rodzin, pchał się ze swoim piarem i po raz setny odczytanymi stenogramami. Odrodziła się jednak polska wspólnota z Krakowskiego Przedmieścia, drzemiąca przez ostatnie lata bezsilności. Ma już oparcie – specjaliści i dziennikarze międzynarodowi, ruch stowarzyszeniowy, własna prasa, własna telewizja. Nie było tego pięć lat temu. Z tej wspólnoty, najlepszego polskiego sposobu na przetrwanie, możemy czerpać siłę, by się mobilizować i demokratycznie zmienić Polskę. Roboty huk. Za kilka dni upływa termin rejestracji kandydatów do komisji wyborczych. Szkolenia. Za parę tygodni ręczne liczenie. My też umiemy ręcznie liczyć. Przyjadą obserwatorzy wyborów, trzeba im pomóc. Potem popędzimy do urn, żeby ten, kto chce fałszować, miał trudno. A potem wybory do parlamentu. Teraz będziemy pilnowali Polski.