Władza szczuje swoimi mediami, prokuratura publikuje kolejne stenogramy, z których żaden nie jest wiarygodny, nie bacząc, że zaprzecza sama sobie, że demaskuje słabość państwa. Konstrukcja aparatu zajmującego się wyjaśnianiem katastrofy trzeszczy w posadach i gołym okiem widać, że się rozjeżdża. Ale PO podkręca emocje. Tak jak przed pierwszą, a potem kolejnymi rocznicami katastrofy smoleńskiej robi wszystko, by nie było tego dnia spokoju, zadumy, powagi. Mają być wrzask i awantura, ale nie tylko o nie chodzi. Przede wszystkim musi odwrócić uwagę od odpowiedzialności za katastrofę tych, którzy wtedy rządzili. Od kompromitujących zachowań i słów Bronisława Komorowskiego, tak głupio mówiącego przed katastrofą, że „prezydent gdzieś poleci i wszystko się zmieni” albo „jaka wizyta, taki zamach”. Pospiesznie przejmującego władzę, nagrywającego orędzie, zanim znaleziono ciało śp. Lecha Kaczyńskiego. No i prezentującego dobry humor na lotnisku, gdy przyleciały trumny z ofiarami. Tumult wszczynany jest dlatego – by Komorowski nie musiał tłumaczyć się ze Smoleńska. Popatrzmy na te kolejne świństwa, wrzutki i hipokryzję z pogodnym stoicyzmem. To taka gra – chronią patrona systemu. Ale z całą pewnością tę bitwę o prawdę przegrają.