Połączenie „Inki” i Anki uważam za bardzo trafne. Ta pierwsza należała do Żołnierzy Wyklętych, a Ania do wyklętych związkowców, czyli tych ludzi pierwszej Solidarności z 1980 r., którzy mieli być w wykreśleni z polskiej rzeczywistości i pamięci – mówi portalowi niezalezna.pl Andrzej Gwiazda.

Legendarny lider Solidarności z 1980 r. Andrzej Gwiazda, przyjaciel Anny Walentynowicz, ze wzruszeniem obejrzał niedzielną oprawę kibiców Śląska Wrocław „Zachowały się jak trzeba”. Składały się na nią podobizny 18-letniej Danuty Siedzikówny „Inki”, legendarnej sanitariuszki Żołnierzy Wyklętych, zamordowanej wyrokiem komunistycznego sądu i Anny Walentynowicz, od strajku w obronie której rozpoczęła się w 1980 r. Solidarność.

Kibice Śląska uzasadnili to następująco: „Pierwsza jest fantastycznym wzorem dla młodych dziewczyn, zamordowana przez Urząd Bezpieczeństwa, druga – osobą niepoprawną politycznie, bo wskazującą kłamstwo okrągłego stołu, zginęła w zamachu smoleńskim” (za portalem FanŚląsk.com).

- Widać wyraźnie, że kibice są najlepiej zorganizowaną siła niezależną w Polsce. Podziwiam ich zaangażowanie, dyscyplinę, zdolność do prowadzenia działalności za własne pieniądze. Powinni być przykładem dla innych sił niezależnych, które nie potrafią przezwyciężyć swojego niezgulstwa – mówi Gwiazda.

Jak stwierdza, analogie pomiędzy „Inką” i Anną Walentynowicz, które były nieomal rówieśniczkami, są zaskakujące. - Ciało Danuty Siedzikówny, która była ofiarą mordu sądowego, odnaleźliśmy po 69 latach. Anna Walentynowicz została skrytobójczo zamordowana 10 kwietnia 2010 w Smoleńsku. Jej ciało ukradziono i do dziś nie wiemy, gdzie się znajduje - przypomina.

Jego zdaniem pokazuje to niezmienność rosyjskich metod.  – Po pierwsze, mordowanie przeciwników. W 1946 „Inkę” zamordowano w wyniku wyroku komunistycznego sądu. Dziś ówczesne metody, jak wywożenie reprezentantów Państwa Podziemnego do Moskwy na Proces Szesnastu są trudne do pomyślenia, więc w przypadku Anny Walentynowicz posunięto się do skrytobójstwa. Po drugie, trzeba nie tylko zamordować, ale i ukryć ciała bohaterów, nie pozwolić żeby mieli groby. Niby tyle się przez 70 lat wydarzyło: upadł komunizm, potem mówili, że Rosja się zmieniła, byli komuniści zdążyli w nowym systemie objąć różne najważniejsze stanowiska, a ta metoda zbrodniarzy się nie zmieniła. Dlatego ciało Ani ukradziono.

Zanim Anna Walentynowicz została zamordowana w Smoleńsku, robiono wszystko, by zniszczyć jej legendę. - O ile Żołnierzy Wyklętych eliminowano fizycznie, o tyle w czasach „okrągłego stołu” robiono to bardzo rzadko. Natomiast my w nowej rzeczywistości mieliśmy być wykreśleni z ludzkiej pamięci. Gdy Jacek Kuroń prowadził z Czesławem Kiszczakiem narady pod płaszczykiem przesłuchań, rozmawiali o stworzeniu listy osób, które nie będą mogły zapisać się do nowej Solidarności – mówi Andrzej Gwiazda.

Próbowano też fałszować historię, po latach lansując na legendy Solidarności osoby, które nimi nie były. Miejsce Anny Walentynowicz zająć miała Henryka Krzywonos. - O Henryce Krzywonos przez 25 lat nikt nie słyszał, a ogłoszono ją nagle ikoną Sierpnia 80, gdy zgodziła się zaatakować Jarosława Kaczyńskiego – przypomina Gwiazda. Później chętnie pokazywała się ona np. z Jolantą Kwaśniewską.

Zdaniem Gwiazdy powrót Żołnierzy Wyklętych i ich święta jako ważnego dla Polaków jest symbolem tego, że walkę z komunizmem sprzed 70 lat potrafiliśmy dokończyć i wygrać. - Ale musimy wygrać też później rozpoczęte  bitwy, w tym walkę z obecnym systemem, w którym twarde jądro komunizmu zostało zachowane – mówi legendarny przywódca Solidarności.