Marek Sawicki zapłacił 12 tys. zł, by „Gazeta Wyborcza” zrobiła z nim wywiad. Po co? Przecież każdy z dzienników zrobiłby wywiad z ministrem rolnictwa za darmochę. Problem jednak w tym, że każdy dziennikarz pokusiłby się, by zadać panu ministrowi trudne pytania, a o to mu bynajmniej nie chodziło. A tak w myśl zasady: płacę i wymagam, trudnych pytań nie było. Według zapewnień urzędników wywiad służył poprawieniu polityki informacyjnej Ministerstwa Rolnictwa i zapewnieniu właściwej komunikacji ze społeczeństwem. Szkoda, że zamiast pisać wywiad z samym sobą, minister Sawicki nie wyszedł ze swojego gabinetu i nie odwiedził zielonego miasteczka. Rolnicy w chłodzie czekają na niego, aby przekonał ich siłą swoich argumentów i żeby wytłumaczył im, dlaczego mają się cieszyć.