Prezydent Bronisław Komorowski, na półtora miesiąca przed piątą rocznicą katastrofy smoleńskiej, świadomie wprowadza spór z nią związany. To niejako rutynowe działanie PO w kampanii wyborczej – wzniecić ostry, rozpalający konflikt, tak by Polacy skakali sobie do oczu. A ponieważ PO zawłaszczyła media publiczne, to może przedstawiać w tym sporze obraz odwrócony – PiS jako ten, który chce konfliktu oraz PO i prezydenta z ich „polityką miłości”. Nie udało się zbyt wielkiej awantury rozpętać dotąd – przy okazji in vitro czy pigułki aborcyjnej, wzięto się za Smoleńsk. To wyjątkowo mało etyczne – gra się uczuciami, wrażliwością i godnością tych, którzy w katastrofie stracili najbliższych. Ale sztab PO wie, że „w życiu trzeba twardym być, nie miętkim” i operację rozpoczął. Prezydent cynicznie dzieli rodziny ofiar – jednych zaprasza na dyskusję o lokalizacji pomnika, innych nie. Na tak ustawionym spotkaniu, z pominięciem większości rodzin, zapada decyzja o lokalizacji pomnika. Jest ostentacyjnie narzucona, z pominięciem nie tylko głosu rodzin, ale i rzeczowej publicznej dyskusji. Tak, najwyraźniej prezydent liczy, że rozpali awanturę. Nie trzeba dać mu się sprowokować. Lepiej za dwa i pół miesiąca wymienić.