Każdy ma swoje interesy. Viktor Orbán postawił na Rosję, bo Unia nie potrafi zaakceptować jego reform, które uderzają m.in. w finanse zachodnich banków.

Nowy premier Włoch Matteo Renzi jedzie do Rosji, bo chciałby, aby Putin pomógł mu w sprawie Libii. Angela Merkel i François Hollande nie chcą za dużych sankcji, bo z Rosją wiążą ich różnorodne, lukratywne interesy. Jestem przekonany, że duża część eurodeputowanych powiązana jest z Kremlem wieloma strumyczkami moskiewskich srebrników z tytułu zasiadania w radach nadzorczych przeróżnych kontrolowanych przez Rosję spółek. Pożyteczni idioci? Raczej Judasze. Powoli, powoli Europa przyklepuje zabór kolejnych połaci ukraińskiej ziemi, bo jej tak wygodnie i to jej się opłaca. Czy jest jakakolwiek granica rosyjskich łajdactw? Granica, poza którą wejście spowoduje, że Unia przestanie grozić Putinowi paluszkiem, a podejmie konkretne działania zagrażające egzystencji prezydenta Rosji. Nie sądzę. Dlatego ślijmy broń na Ukrainę i zbrójmy się, póki czas. NATO? Moim zdaniem pierwsza linia obrony jest na Odrze.