Udało się! Mamy wymarzonego Oscara! Polscy twórcy byli oklaskiwani w wyśnionym Hollywood. „Ida” Pawła Pawlikowskiego szła po tę statuetkę jak burza, zgarniając w ostatnich miesiącach najbardziej prestiżowe nagrody filmowego świata.

Zastanawiam się, czy spektakularny sukces w Hollywood jest już wydarzeniem, po którym nie powinno się w Polsce powiedzieć złego słowa o filmie? Czy już nie wypada zapytać o to, jaki przekaz wysłaliśmy w świat tym filmem? Zakon jest miejscem ucieczki od „prawdziwego” świata i jego problemów, ratujący Żydów w czasie wojny Polacy mają krew na rękach, a stalinowska prokurator zdaje się mieć jako jedyna szczere serce. W opowieściach o dramatach wojennych i powojennych oprawcą jest Polak, a nie Niemiec... Czy mówienie o wątpliwym przekazie filmu w obliczu światowego sukcesu jest objawem polskiego kompleksu? Tego nie wiem. Ale wiem, że tylko prawda jest ciekawa. A co do kompleksów… Chyba wciąż je mamy, skoro Pawlikowski w historycznym momencie dla polskiego kina mówi na najważniejszej scenie świata niedzielnej nocy, że jego ekipa filmowa jest już pewnie pijana.