Książka Agnieszki Lewandowskiej-Kąkol „Niezłomna” nosi podtytuł „Zachowała godność w łagrach”, a opowiada historię zwykłej dziewczyny, wychowanej w wolnej Polsce, w religijnej rodzinie, dziewczyny, która stała się bohaterką.

Gdy wracała po dziesięciu lat zesłania, w 1955 r., po przekroczeniu granicy całowała polską ziemię. Rodzina, harcerstwo, Bóg – oto były źródła jej niewiarygodnej siły woli, dzięki którym przetrwała na nieludzkiej ziemi. „Niezłomna” powstała na podstawie wspomnień Anny Górskiej-Kłos, która w nagrodę za pięć lat walki z niemieckim okupantem dostała sowiecką nagrodę – zasłanie na Sybir. Pięć wyroków śmierci zamieniono jej na dwadzieścia pięć lat katorgi.

Raz tubylec chciał kupić Ankę za kilka foczych skór. Była blondynką – na jego twarzy długo malowało się niedowierzanie, że po ziemi mogą chodzić tak dziwne istoty. Historia Anny Górskiej-Kłos to z jednej strony takie właśnie anegdoty, ale z drugiej elementem zesłańczych opowieści był kanibalizm.

Jak Anna to przeżyła? W najgorszych nawet momentach nie opuszczała jej nadzieja, która, co wiedziała, pochodzi od Boga. To dawało jej siłę. W tych opowieściach o sowieckich przesłuchaniach, starciach z rosyjskimi kryminalistkami i opisach pracy przekraczającej ludzką wytrzymałość, stale powtarza się jeden schemat. W ostatniej chwili, gdy już miało zdarzyć się coś strasznego, jakiś zadziwiający splot drobnych zdarzeń powstrzymywał rękę kata czy odwlekał wymierzenie kary, której zwyczajnie Anna by nie przeżyła. W historii Anny widać wyraźnie rękę Maryi, której w opiekę oddała się w 1938 r. na Jasnej Górze. Całe partie wspomnień poświęcone są powtarzającym się sytuacjom, w których dziesiątki „zalotników” próbowały zdobyć bohaterkę bądź gwałtem, bądź obietnicami matrymonialnymi. Życie seksualne w wielu obozach było wynaturzone, setki osób umierały na syfilis.

Prewencyjne badania odbywały się publicznie, diagnoza w wypadku Anny była szokująca: dziewica! I następnego dnia po badaniach musiała starać się o natychmiastowe przeniesienie do gorszej pracy w innym obozie, bo było zbyt wielu chętnych, by diagnozowany stan rzeczy zmienić.

Gdy wróciła do Polski, cała jej rodzina poszła do kościoła, by podziękować za szczęśliwy powrót. I ma rację edytor, pisząc na okładce, że świadectwo jej życia jest nie tylko dokumentem epoki, pokazuje bowiem też niezwykłą dojrzałość patriotyczno-moralną całego pokolenia Polek. Czy dziś potrafimy wychowywać podobnych jej ludzi?