Pamiętniki z Powstania Styczniowego spisane przez uczestnika wydarzeń Ludomira Grzybowskiego, odczytywane codziennie na antenie Radia Warszawa, to interesujące świadectwo powstańczej codzienności – relacjonuje Piotr Grzybowski, potomek powstańca, w rozmowie z Magdaleną Michalską.

Kim dla Pana był Ludomir Grzybowski?
Należał do innej linii Grzybowskich niż ta, z której ja pochodzę, jeszcze nie dotarłem do w pełni potwierdzających pokrewieństwo dokumentów. Na razie wszystko wskazuje na to, że był moim stryjecznym prapradziadkiem. Poza tym był jednym z Grzybowskich, którzy brali udział w Powstaniu Styczniowym, wiele osób z naszej rodziny w nim walczyło lub przynajmniej wspierało je finansowo. Lubomir urodził się ok. 1840 r., był synem urzędnika sądowego w Chęcinach, gdzie również pracował. Pochodził ze zubożałej szlachty z Kielecczyzny. Brał udział w manifestacjach patriotyczno-religijnych i protestach przeciw terrorowi rosyjskiemu w latach 1860–1861. Po wybuchu Powstania Styczniowego dołączył na Świętym Krzyżu do oddziału gen. Mariana Langiewicza. Przeszedł cały szlak bojowy aż po bitwę pod Grochowiskami, po ewakuacji oddziału do Galicji pozostał na terenach Kongresówki kolejno w oddziałach Bogusza, Iskry, Chmielińskiego, gen. Hauke-Bosaka. Po klęsce opatowskiej w lutym 1864 r. ukrywał się w Rudzie Strawczyńskiej, aresztowany w marcu 1864 r. i osadzony w więzieniu kieleckim. Dzięki staraniom rodziny i łapówkom został zwolniony, do końca życia pracował w dobrach ziemskich Motkowice, należących do Lanckorońskich.

Jak doszło do tego, że pamiętniki Ludomira Grzybowskiego zostały nagrane?
O tym, że zapiski Ludomira istnieją gdzieś wśród pamiątek rodzinnych, słyszałem od zawsze. Wreszcie udało mi się je odszukać. Uważam, że ich nagranie – co ciekawe, pamiętniki czyta Piotr Bajor, brat Michała Bajora – to oryginalne i nieszablonowe uczczenie kolejnej rocznicy Powstania Styczniowego. Myślę, że przybliżą wszystkim realia powstania.

Czym relacja Grzybowskiego różni się od innych relacji z tego okresu?
Chociaż istnieje kilka pamiętników z czasów Powstania, to ten jest niezwykły o tyle, że nie pisze go ani członek podziemnego Polskiego Rządu, ani historyk, tylko żołnierz, który osobiście brał udział w walkach. Dzięki temu mamy do czynienia z relacją, która niekiedy przypomina powieść awanturniczą, niekiedy jest komiczna. Zdarzają się oczywiście również momenty smutne czy wzruszające. Przede wszystkim jest to jednak obraz powstańczej codzienności pisany na gorąco, „z siodła”.

Czy przeprowadzono jakąś selekcję zapisków? Czym się kierowano? 
Oryginalny tytuł zapisków brzmi „Pamiętniki z Powstania Polskiego”, tak bowiem mówiono o tym wydarzeniu. Z oczywistych względów zamieniliśmy „Polskie” na „Styczniowe”. W kilku miejscach dodaliśmy dopowiedzenia, takie jak pełne personalia bohaterów czy ich stopnie wojskowe. Poza tym tekst nie podlegał żadnym skrótom czy zmianom.