„Idziemy do rozbiórki – żali się Alina Cieszkowska, ostatnia z rodziny kapeluszników Cieszkowskich. – Pani prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz zażyczyła sobie drogi w miejscu, gdzie stoi mój zakład. Niby wiedzieliśmy o tym od 30 lat, ale dopiero w tym roku sprawa przyspieszyła. Mamy się wynieść do 18 maja 2015 roku. Ja już nie mam siły na kolejną przeprowadzkę. Poza tym nie stać mnie na 10 tys. czynszu. Ten lokal jest moją własnością, ale grunt należy do miasta i nie ma przebacz – mówi Cieszkowska” – opisuje dramatyczną sytuację portal metrowarszawa.gazeta.pl.

Na warszawskiej Pradze przy ul. Targowej 18 mieści się zakład należący do rodziny Cieszkowskich. Na przykładzie jego doświadczeń można uczyć historii Warszawy.

Początki zakładu barwnie opisuje portalowi metrowarszawa Alina Cieszkowska, kiedy jej pradziadek Stefan Cieszkowski mój pradziadek, 150 lat temu wyjechał do Austrii. Od dziadków dowiedziałam się, że w Wiedniu uczył się na kapelusznika u najlepszych specjalistów w Europie. Do Polski wrócił tuż przed końcem powstania styczniowego w 1864 roku. Pracował przez moment w Bielsku Białej, po czym przyjechał do Warszawy i na ul. Chmielnej 16, naprzeciwko nieistniejącej już łaźni Diana, otworzył swój pierwszy sklep z nakryciami głowy tylko dla mężczyzn (...) Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości interes ruszył z kopyta. Rodzinnym biznesem zajął się Marcin, syn przedsiębiorczego Stefana. Marcin sklep i produkcję przeniósł na Nowy Świat 12. Młody kapelusznik zatrudniał aż 10 pracowników i skutecznie konkurował z ówczesnymi kapelusznikami w Warszawie. A tych było stu. Nakrycia głowy w tym czasie nosili dosłownie wszyscy, od robotników po arystokratów” – mówi z dumą.

Wśród klientów wymieniane są  ówczesne wielkie gwiazdy kina, operetki czy teatru: Eugeniusz Bodo, Bolesław Mierzejewski, Władysław Szczawiński, Józef Redo.

Podczas II wojny światowej zakład zajęli Niemcy, którzy w lokalu otworzyli propagandową księgarnię. Cieszkowscy wynieśli się na Marszałkowską 74. Podczas Powstania Warszawskiego sześciopiętrowa kamienica została doszczętnie zburzona, a ocalała tylko brama. Ojciec Aliny Cieszkowskiej tył bramy zabudował, z przodu zrobił witrynę, a w środku urządził zakład. „Niezłomny był ten mój ojciec i uparty. Materiałów praktycznie nie było. Kapelusznicy szyli z wojskowych płaszczy, starych jesionek, mundurów. Resztki materiałów kupowało się na targu na ul. Emilii Plater. Zakład w bramie dotrwał do 1950 roku” – wspomina Cieszkowska.

Z ul. Targowej zakład przeniósł się na ul. Ząbkowską, a od 1970 aż do dziś kapelusznicy urzędują na Targowej, tuż przy wiadukcie kolejowym, w samym sercu Pragi. Wtedy też do pracy dołączyła córka Marcina, Alina. Pierwsza kobieta w wieloletniej męskiej historii zakładu. Pytana dziś o czapkę o obecną porę roku wymienia: „Mam dwadzieścia kilka różnych fasonów: maciejówki, maciejówki z lakierowanym daszkiem, szyprówki, czapki skórzane z ciepłym wykończeniem...”.

Jak właścicielka przyjmuje decyzję Ratusza dotyczącą przyszłości zakładu? „Zamknę. Ja chcę pożyć. Mam już swoje lata, a z drugiej strony energia mnie roznosi” – mówi Cieszkowska.

Hasło zakładu „Cieszkowski” głosi: „U nas jakość do tradycja”. Może warto podsunąć jego treść prezydent stolicy. Ku refleksji dla działań w 2015 roku.