Pisałam to już wcześniej, ale kolejne zdarzenia wydają się świadczyć coraz dobitniej o tym, że Platforma Obywatelska postanowiła orientować się na tych, dla których walka z korupcją i nieuczciwością jest niewygodna z osobistych względów.

Nie wiem, czy to skrupulatni spin doktorzy PO zamówili w zaprzyjaźnionej pracowni TNS Polska sondaż pokazujący, ilu Polaków może być uwikłanych w korupcyjne sieci, czy też pracowni tej wyszło to po prostu z badań. Ale wydaje się, że uznano, iż całkiem spora grupa – wystarczająca do utrzymania władzy przez obecnie rządzącą formację – żadnej walki z korupcją na poważnie nie chce. Być może politycy PO doszli do wniosku, że korupcja w Polsce jest tak powszechna, iż choć w małej skali uczestniczy w niej wielu naszych rodaków. I że mamy do czynienia ze społecznym przyzwoleniem na to, które trzeba podtrzymywać i umacniać. Że Polacy, w obawie o zdemaskowanie własnych drobnych łapówek wręczanych policjantom czy lekarzom, będą popierali to ugrupowanie, które przyzwolenie na korupcję wpisało do systemu rządzenia. W tym kontekście warto będzie popatrzyć na wyniki Platformy w najbliższych wyborach – pójdzie na nie nie tyle europejski, ile żelazny, korupcyjny elektorat.