Coraz częściej spotykamy w Polsce ludzi, którzy "nawrócili" się z sympatii do Platformy Obywatelskiej. Zalicza się do nich Paweł Kukiz, który na łamach "Do Rzeczy" opowiada, jak sam to określa, bajki. Jedną z takich bajek jest powracająca jak bumerang opowieść o Jednomandatowych Okręgach Wyborczych do Sejmu, które mają uzdrowić system polityczny i wręcz uratować Polskę. Jestem sceptyczny wobec takiego myślenia, bowiem rzeczywistość nie potwierdza optymizmu zwolenników JOW-ów. Dlaczego zatem jestem przeciwko JOW-om w wyborach do Sejmu?

1. Przykład zachodnich partii w krajach, gdzie od wielu lat funkcjonują JOW-y, choćby w Wielkiej Brytanii, pokazuje, że i tak przeważnie wygrywają kandydaci głównych, największych partii, gdyż w poszczególnych okręgach często od lat któraś partia dominuje. Potwierdza to przykład polskiego Senatu, w którym w wyniku jednomandatowych okręgów wyborczych mamy praktycznie tylko dwie partie, przy czym PO całkowicie zdominowała Senat (62 senatorów na 100). Przeważnie kandydaci obu największych partii wygrywali w tych województwach, w których dana partia cieszyła się największym poparciem. Czy o taką absolutną dominację jednej partii w izbie parlamentu chodziło zwolennikom JOW-ów?

2. Jeżeli mimo uwagi zawartej w p. 1. JOW-y spowodują znaczącą reprezentację w Sejmie tzw. posłów niezależnych, to i tak tacy posłowie, chcąc związać się z obozem władzy, będą przechodzili do partii rządzących, porzucając niezależność, albo zostając formalnie niezależnymi, będą głosowali za rządzącymi, licząc na jakieś profity (np. posłowie mniejszości niemieckiej od wielu lat głosują za większością rządzącą, niezależnie kto rządzi, tworząc fikcję niezależności).

3. Jeżeli mimo uwagi zawartej w p. 1. JOW-y spowodują wejście do Sejmu wielu partii, innych podmiotów i posłów niezależnych, będziemy mieli rozbicie sceny politycznej i brak zdecydowanej większości (przy JOW-ach musi być zlikwidowany próg wyborczy dla partii). W celu jej stworzenia, aby utworzyć rząd, będą musiały powstawać szerokie, niespójne programowo koalicje przypominające dawną Akcję Wyborczą Solidarność, która składała się z tylu koalicjantów, że brakowało dla wszystkich przedstawicieli w rządzie (ministrów), a podmioty miały tak odmienne cele, że dochodziło do licznych rozłamów, wyjść partii i przepoczwarzeń politycznych, których nazw dziś nikt nie pamięta. A w konsekwencji politykę realizowała nie AWS, tylko mniejsza, ale spójna Unia Wolności.

4. Zwolennicy JOW-ów krytykują system proporcjonalny, że w nim liderzy partii decydują o obsadzie "jedynek" na listach. Zapominają, że w JOW-ach liderzy partii będą mogli obsadzać wszystkich 460 kandydatów do Sejmu na "jedynkach", bo będą tylko "jedynki". JOW-y są niekorzystne dla wyłonienia dobrych kandydatów z przynajmniej jeszcze trzech powodów:

A. Będzie brakowało znanych i doświadczonych posłów, i partie będą wystawiały w JOW-ach tzw. celebrytów, znanych z mediów, aby byli szeroko rozpoznawalni, bo tacy będą wygrywać, ale niekoniecznie przydatnych w Sejmie. (Notorycznie kompromituje Senat kandydat niezależny związany z lewicą reżyser Kazimierz Kutz.)
B. W związku z A. praktycznie w JOW-ach nie będą mieli szansy być wybrani do Sejmu młodzi, dobrze zapowiadający się kandydaci, np. tak potrzebni w Sejmie prawnicy ze "świeżymi" głowami i wiedzą nie skażoną PRL-em, ale nierozpoznawalni wśród wyborców. (Obecnie, w wyborach proporcjonalnych, jeśli partia zdobywa w okręgu kilka mandatów, z dalszych miejsc z listy często wchodzą młodzi posłowie, którzy kiedyś zastąpią starszych.)
C. Okręgi do Senatu będą małe. W związku z tym łatwiej będzie zdobyć mandat posłowi "niezależnemu", który będzie posiadał duże środki finansowe, dzięki którym będzie mógł "kupować" głosy wyborców. Jeśli do tego na biednym terenie z dużym bezrobociem taki kandydat będzie pracodawcą zatrudniającym wielu pracowników, praktycznie uzależni ich od siebie. W związku z tym do Senatu w JOW-ach dostaną się lokalni "oligarchowie". (Znamienny jest przykład Henryka Stokłosy z woj. pilskiego, przedsiębiorcy, jednego z największych pracodawców regionu, kandydata Komitetu Wyborczego Henryka Stokłosy, który skończył w więzieniu, a jak sam mawiał: "Mam pieniądze i potrafię z tego korzystać".)

5. JOW-y są niekorzystne dla wyborców. Wyborcy w znacznej mierze w większym lub mniejszym stopniu sympatyzują z jakąś partią, ale często nie ze wszystkimi jej przedstawicielami. Jednocześnie obecnie na swoim terenie często mają "swojego" ulubionego posła, na którego głosują, choć jest wystawiany przez partię na dalszym miejscu ne liście. I jest niekiedy regularnie wybierany, bo wyborca nie jest niczym zdeterminowany, nie musi głosować na "jedynkę". (Na "jedynki" często głosują ci wyborcy, którzy popierają partię, ale nie mają na liście "swojego" kandydata.) Tymczasem w JOW-ach, szczególnie w dużych miastach, będą małe okręgi wyborcze. Oznacza to, że wielu wyborców straci możliwość głosowania na "swojego" kandydata, który może być wystawiony kilka ulic dalej, w sąsiednim okręgu wyborczym. A co ma zrobić wyborca, jeśli do tego w jego okręgu wyborczym jego ulubiona partia wystawi kandydata, na którego absolutnie nie chce głosować z jakiegoś powodu?

Nie ulegajmy mirażom Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, bo nie uratują Polski, nie są kluczem do powszechnego szczęścia w naszym kraju.