Przyznam, że we wczorajszej ofercie licytacyjnej WOŚP ciężko mi było znaleźć coś dla siebie. Na romantyczną kolację z Biedroniem jakoś nie reflektowałem. Perfumami Kasi Tusk wypsikać się nie chciałem, bo wszyscy pomyśleliby, że jestem już po wzmiankowanej kolacji.

Szyldu z redakcji „Faktów” TVN na drzwiach sobie nie wywieszę, bo mieszkam na poznańskich Jeżycach, zagłębiu kiboli i sympatyków hip-hopu, a samobójcą nie jestem. Był jeszcze do wylicytowania udział w manewrach Marynarki Wojennej – Owsiak wywieszający na scenie na Woodstocku ogromną pacyfę jak zawsze okazał się konsekwentny do bólu. Co z tego, skoro nie umiem pływać. Wreszcie – jest! – znalazłem coś dla siebie: urzędowanie w fotelu wicepremiera Piechocińskiego. Niestety, tylko przez jeden dzień. W takim tempie to ja żadnej państwowej firmy sprywatyzować nie zdążę. Co najwyżej zastawę ministerialną zdążyłbym ukraść i na złom wynieść. Już chciałem niezadowolony skląć Owsiaka, gdy przeczytałem jego apel: „Możecie nas nie lubić, ale nie przeszkadzajcie nam”. Łaskawca! Przypomnijmy, że Owsiak (60 l.) kazał niedawno „gonić dziadygów” z telewizji Republika. Znaczy „ganianie” to nie „przeszkadzanie”? Super! To gońmy dziadygę!