Tropicielu rosyjskich szpiegów w Polsce, redaktorze Jacku Żakowski – do dzieła! Po rozgrzewce z Macierewiczem pora na kolejne łowy!
 
W czwartek 12 grudnia 2013 na stronie internetowej tygodnika „Wprost” po godz. 22 ukazuje się materiał sygnowany przez Agnieszkę Burzyńską. Tytuł: „Macierewicz kazał przetłumaczyć raport z likwidacji WSI na rosyjski przed publikacją po polsku”.
Następnego dnia rano Jacek Żakowski prowadzi swój cotygodniowy program w radiu Tok FM. Zaczyna od przeglądu prasy i – wyjątkowo – sporo uwagi poświęca materiałowi internetowemu. Mówi (cytuję za portalem Gazeta.pl):
„Ciekawa informacja, niezwykle ciekawa […]. Nasuwa różne myśli. To myśli nieprzyjemne dla Antoniego Macierewicza i jego wyznawców. Wymaga to z pewnością szczegółowego wyjaśniania […]. Jeśli poseł Macierewicz lub jego bliski nas słucha, będę wdzięczny za telefon do radia z wyjaśnieniem, o co chodziło. […] Trudno przypuścić, że Macierewicz jest po prostu ruskim agentem, który swoim przełożonym chciał wysłać raport w przyjaznym im i zrozumiałym języku”.

W prowadzonej kilkadziesiąt minut później rozmowie w studiu wypowiada się w podobnej tonacji Tomasz Lis. Temat prowadzony jest na stronach głównych portali Tokfm.pl i Gazeta.pl. W poniedziałek, 16 grudnia, Żakowski poświęca sprawie osobny tekst w „Wyborczej”.

Inne media – choć wcale nie gremialnie – temat także pompują.

Macierewicz zaprzecza, iżby przekład na rosyjski nastąpił przed jego legalnym odtajnieniem, a źródła związane z sejmową komisją śledczą, na które powołała się red. Burzyńska, wyjściowej informacji nie potwierdzają. Komentując tę sprawę w tekście „Odwrócenie rzeczywistości”, Bronisław Wildstein mówi o operacji propagandowej wymierzonej w Macierewicza i nazywa Żakowskiego „klasykiem insynuacji III RP” („Do Rzeczy”, 2–6 stycznia 2014 r.).

Ja jednak wolę wziąć starania red. Żakowskiego za dobrą monetę. Czasy idą ciężkie, więc red. Żakowski może po prostu spróbował sprawdzić się na odcinku pracy kontrwywiadowczej. Wychodząc naprzeciw nowej jego pasji, podsuwam mu trop, który wygląda znacznie poważniej. I liczę, że trop ten – ze stosowną gorliwością – przez tego świeżo upieczonego obrońcę naszego bezpieczeństwa narodowego zostanie podjęty.

Współpracownik wywiadu

Idzie o znanego komentatora mediów III RP Stanisława Cioska. Urodzony w roku 1939, w 1959 r. wstępuje do PZPR i robi w partii karierę. W 1969 r. powstaje „Notatka służbowa dotycząca nawiązania kontaktu z przewodniczącym Rady Naczelnej ZSP tow. Cioskiem Stanisławem”. Odnosząc się do niej, badacz dziejów wywiadu wojskowego PRL, dr hab. Sławomir Cenckiewicz, pisze, iż kiedy jeden z konfidentów tego wywiadu wytypował do współpracy Cioska, ten z pełnym zrozumieniem odniósł się do potrzeb wywiadu. Cenckiewicz cytuje notatkę: „Po zasięgnięciu opinii o ww. nawiązałem z nim kontakt, przedstawiając się jako oficer wywiadu i prosząc go o nawiązanie z nami dyskretnej współpracy. Tow[arzysz] Ciosek zgodził się bez żadnego wahania. […] W czasie spotkania tow. Ciosek zaproponował dostarczenie dwóch teczek kandydatów wyjeżdżających na praktyki naukowe do USA. Dodatkowo zobowiązał się dostarczyć projekt organizacyjny mającej powstać na terenie Warszawy międzynarodowej Organizacji Studentów Międzynarodowych. W wypadku realizacji tego projektu tow. Ciosek zobowiązał się udzielić nam pomocy przy obsadzeniu co ciekawszych stanowisk przez naszych ludzi” („Długie ramię Moskwy”, s. 166–167).

Cenckiewicz dodaje: „Nie wiadomo, do kiedy trwały kontakty S. Cioska z Zarządem II. Już w 1971 r. został on zastępcą członka KC PZPR, zaś w 1972 r. posłem na Sejm PRL, stąd można przypuszczać, że konfidencjonalne relacje z wywiadem ustały” (s. 167).

Podsumowując swoją książkę, Cenckiewicz pisze: „Prowadzone przeze mnie studia obaliły […] mit profesjonalizmu środowiska wojskowych tajnych służb PRL oraz to, że członkowie PZPR zostali jakoby wyłączeni z działań operacyjnych wywiadu wojskowego. Zaprzeczają temu wspomniane na kartach tej publikacji przykłady Manfreda Gorywody, Stanisława Cioska, Ireneusza Sekuły, Józefa Oleksego i wielu innych działaczy partyjnych” (s. 434).

Ambasador czyjej sprawy?

W 2010 r., już po tragedii smoleńskiej, a jeszcze przez wyborami prezydenckimi, ukazuje się książka Mariana Zacharskiego „Rosyjska ruletka”. Jest tam opisana m.in. sprawa z października 1994 r.

Dworzec Wschodni w Warszawie. „Rekietierzy napadają na stojący na bocznicy rosyjski pociąg relacji Moskwa–Bruksela. Bogu ducha winni pasażerowie zostają obrabowani. Wzywają pomocy. Komisariat policji zawiadomiony o rabunkach, nie podjął należytych czynności. Nie zabezpieczył nietykalności obcych obywateli, znajdujących się w tranzycie przez Rzeczpospolitą. Pasażerowie domagają się od policji powiadomienia o zaistniałej sytuacji rosyjskiego konsulatu w Warszawie. Sierżant dyżurny z komisariatu kolejowego dzwoni do konsulatu. Jest niedziela, ma problem z powiadomieniem dyżurnego w konsulacie. Kolejne błędy po stronie policji tegoż komisariatu to niewezwanie tłumacza oraz niespisanie danych rosyjskiej obsługi pociągu, pasażerów, świadków. Wybucha skandal dyplomatyczny. […] Rosyjska prasa domaga się surowych represji wobec Polski, a stosunki dyplomatyczne ulegają gwałtownemu pogorszeniu” (s. 130).

Po uzgodnieniach mających na celu załagodzenie napięcia do Moskwy udaje się delegacja naszego MSW z ówczesnym szefem resortu Andrzejem Milczanowskim; w składzie delegacji jest Marian Zacharski: „Po przyjeździe na miejsce spotkaliśmy się jeszcze z ówczesnym polskim ambasadorem Stanisławem Cioskiem, który nawoływał ministra do zachowań wręcz ostentacyjnie wrogich wobec gospodarzy. […] zastanawialiśmy się, co Ciosek chce osiągnąć tym nagłym przypływem buty. Wcześniej nieznane nam były przypadki takich jego zachowań wobec Rosji jako kraju, w którym był akredytowany” (s. 136).

Książkę Zacharskiego zamykają dokumenty, w tym pismo z maja 1996 r. skierowane do ówczesnego premiera Włodzimierza Cimoszewicza zamieszczone w „Białej Księdze”. Autorem pisma jest prowadzący śledztwo w sprawie domniemanego „udzielania wiadomości na rzecz obcego wywiadu przez Józefa Oleksego”, prokurator płk. Sławomir Gorzkiewicz. Czytamy tam:
„Z ocalałych treści rozmów operacyjnych prowadzonych w tej sprawie przez gen. bryg. Mariana Zacharskiego i kpt D.I. […] z oficerami wywiadu Rosji […] wynika, iż wymienieni oficerowie polskich służb natarczywie i wszelkimi metodami (namowa, szantaż, sugestia, presja alkoholowa, przekupstwo) dążyli do pozyskania informacji lub dokumentów kompromitujących czołowych przedstawicieli jednej tylko opcji politycznej w Polsce, a mianowicie: Aleksandra Kwaśniewskiego, Józefa Oleksego, Leszka Millera i Stanisława Cioska”.

W komentarzu do tego dokumentu Zacharski pisze: „List oznaczony »Tajne specjalnego znaczenia«. […] Proszę o zwrócenie uwagi, że zawiera nazwiska, które tak intensywnie wykropkowano w pozostałej części tzw. Białej Księgi”.


Towarzystwo

W piśmie wymieniono znamienny zestaw postaci. Kwaśniewski, o którym wiemy, iż SB zarejestrowała go jako TW „Alek”. Oleksy, który był szkolony przez Agenturalny Wywiad Operacyjny peerelowskiego wojska. Miller, który odbierał tzw. moskiewskie pieniądze. Oraz Ciosek, którego ambasadorem w Moskwie mianował zarejestrowany jako TW „Bolek” prezydent Lech Wałęsa.

Tropicielu rosyjskich szpiegów w Polsce, redaktorze Jacku Żakowski – do dzieła! Po rozgrzewce z Macierewiczem pora na kolejne łowy.

Zamieszczony 16 grudnia 2013 r. materiał na portalu Onet.pl przywołujący tekst z „Wyborczej” nosi tytuł: „Żakowski o Macierewiczu: gdyby był agentem rosyjskim, stanowiłby zagrożenie dla Polski”. Moim zdaniem red. Żakowski takie zagrożenie już stanowi – bez względu na to, czy ktokolwiek prowadzi go jako agenta, czy nie.