Sprawa sztucznie wywołanego skandalu związanego z nieukrywaniem przez wiceministra sprawiedliwości Michała Królikowskiego światopoglądu katolickiego pokazuje, co realnie znaczy formuła państwa neutralnego. Takie państwo jest de facto narzędziem agresywnej, antyreligijnej – a w każdym razie antychrześcijańskiej – ideologii. Cóż się zarzuca Królikowskiemu? Ano to, że jest katolikiem związanym w Kościołem i przeprowadził wywiad z arcybiskupem, który wszedł w konflikt z dominującymi w mediach środowiskami lewicowymi, głosząc naukę Kościoła. Trudno, aby prawowierny katolik nie był z Kościołem związany. Czy Królikowski zrobił coś złego? Nie. Jego przestępstwem są katolickie afiliacje. Ta sprawa wyjątkowo dobrze pokazuje, że opowieści o państwie neutralnym (skądinąd jest to pojęcie wewnętrznie sprzeczne, bo państwo musi opierać się na jakiejś aksjologii) są nieporozumieniem. Widzimy tutaj agresywny ateizm, który usiłuje wyeliminować religię z życia publicznego. Toleruje on katolików, pod warunkiem że są bezobjawowi. Przedstawiciele tego absolutnie mniejszościowego w Polsce środowiska próbują obecnie wymusić dymisję ministra Królikowskiego.