Siódmy rok rządów koalicji PO i PSL-u przynosi co i rusz informacje o niebywałej skali korupcji w państwie. Szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego nie wahał się nazwać infoafery największą sprawą korupcyjną w historii III Rzeczypospolitej. Dość powiedzieć, że tylko jedna łapówka przeznaczona dla Andrzeja M. sięgnęła 5 mln zł.

Andrzej M. stał na czele Centrum Projektów Informatycznych, jednostki podległej Ministerstwu Spraw Wewnętrznych w czasach kierowania tym resortem przez Grzegorza Schetynę i Jerzego Millera. Zarzuty w sprawie infoafery postawiono również wiceministrowi z tamtych czasów Wojciechowi D.

Determinacja funkcjonariuszy

Jak się wydaje, niebywały rozkwit korupcji był możliwy za cichym przyzwoleniem elit rządzących. Kiedy w 2009 r., po trzech latach, odwołano Mariusza Kamińskiego z funkcji szefa CBA, łapówkarze odetchnęli z ulgą. Odwołanie bezkompromisowego szefa Biura, który nie wahał się ścigać również ludzi związanych ze środowiskiem PiS-u, by przypomnieć sprawę Tomasza Lipca i Janusza Kaczmarka, sprawiło, że skorumpowani osobnicy zaczęli działać jeszcze bardziej bezwzględnie i bezczelnie. Jeden z wysokich funkcjonariuszy służb opowiadał, że szef Centrum Projektów Informatycznych na naradach w Komendzie pojawiał się zwykle z dwoma laptopami. Krótko pracował na komputerze służbowym. Potem wyciągał laptop prywatny i oznajmiał, że teraz będzie pracował dla tych, którzy mu płacą prawdziwe pieniądze. Kiedy został zatrzymany, okazało się, że nie żartował. Był opłacany przez największe globalne koncerny informatyczne działające w Polsce, ale również rodzime spółki będące podwykonawcami gigantów. Odwołanie Mariusza Kamińskiego, choć na pewien czas wyhamowało impet walki z korupcją, nie było jednak w stanie osłabić determinacji wielu funkcjonariuszy w ściganiu łapówkarzy. Okazało się, że struktura stworzona przez Kamińskiego jest w stanie funkcjonować w warunkach nie zawsze dla siebie sprzyjających. I mam na myśli nie tylko przyzwolenie części elit rządzących na korupcję, ale przede wszystkim osłabienie prokuratury. Dziś to kunktatorska postawa niektórych prokuratorów stoi na przeszkodzie w ściganiu przedstawicieli elit. Przypomnijmy, że przewinienie Sławomira Nowaka polegające na niewpisaniu do oświadczenia majątkowego kosztownego zegarka jest zupełnie nieporównywalne z brakami w oświadczeniu majątkowym Mirosława Drzewieckiego. A także rzeczami, których nie wpisał do swojego oświadczenia majątkowego Janusz Palikot. Jednak w wypadku lidera Twojego Ruchu prokuratura podzieliła opinię jednego ze świadków, który przekonywał, że Palikot ma filozoficzny stosunek do pieniędzy.

CBA kontra wymiar sprawiedliwości

W ściganiu korupcji nie pomagają też sądy. CBA jeszcze za czasów Kamińskiego, w 2008 r., zgromadziło materiał dowodowy pozwalający na sformułowanie aktu oskarżenia wobec szefa Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa Jarosława G. Akt ten od dawna leży w sądzie, ale do tej pory nawet nie wyznaczono terminu pierwszej rozprawy. Tymczasem byli pracownicy ARiMR, w tym kontrolerzy, którzy alarmowali o nieprawidłowościach w Agencji, dziś są bez pracy i są prześladowani przez skorumpowany układ podlaski. Podobnie jest w sprawie byłego już marszałka Mirosława K. z województwa podkarpackiego. CBA wykazała determinację, by postawić go przed obliczem wymiaru sprawiedliwości. Co z tego, skoro ów wymiar uznał, że nie ma potrzeby sadzać go do aresztu. Sąd w Lublinie uznał, że wystarczy skromna kaucja. Skromna w stosunku do korzyści majątkowych i osobistych, jakie miał przyjmować Mirosław K. Funkcjonariusze po ogłoszeniu tego postanowienia nie kryli wściekłości, bo ich zdaniem przebywanie potężnego niegdyś marszałka na wolności otwiera drogę do jego mataczenia. Jednak sprawa korupcji na Podkarpaciu pokazała, że CBA jest w stanie, choćby mimowolnie, odgrywać rolę w polityce. Upadek Mirosława K. sprawił, że załamała się strategia „wszyscy przeciw PiS-owi” i w rezultacie partia Jarosława Kaczyńskiego zdobyła władzę w sejmiku.

Coraz więcej śmieci pod dywanem

Prawda jest taka i premier musi mieć tego świadomość, że wiedza zgromadzona przez CBA jest w stanie zachwiać nie tylko sejmikiem jednego województwa, ale wręcz posadami państwa, a na pewno układem rządzącym. Liczba spraw dotyczących korupcji, jaką prowadzi Biuro, dotyka niemal wszystkich obszarów, w których krzyżują się interesy państwa i wielkiego biznesu. Przypomnijmy, że sama tylko infoafera objęła MSW, MSZ, MAiC. Do tego dochodzą rozmaite rządowe agencje, takie jak ARiMR czy Agencja Mienia Wojskowego. Korupcja miała sięgnąć nawet samej Komendy Głównej Policji. A w kolejce czekają jeszcze zamówienia publiczne dla armii. Donald Tusk nie ma w tej sytuacji zbyt szerokiego pola manewru. Oczywiście rząd mógłby doprowadzić do zamiecenia sprawy pod dywan. Problem polega jednak na tym, że pod tym dywanem jest już tyle śmieci, że trudno, aby zmieściło się tam coś jeszcze. W dodatku zawartością tego, co pod owym dywanem się znajduje, zaczęły się interesować czynniki, na które polski rząd ma wpływ umiarkowany czy wręcz żaden. Projekty informatyczne bowiem w lwiej części były realizowane za pieniądze unijne. Rządowi coraz bardziej w oczy zagląda widmo tego, że ukradzione przez łapówkarzy pieniądze trzeba będzie zwrócić. A sumy idą w miliardy. Jednak to nie koniec. W sprawę infoafery zaangażowało się amerykańskiego Federalne Biuro Śledcze. Pewne jest już, że Amerykanie użyją Foreign Corrupt Practices Act, czyli ustawy pozwalającej na ściganie korupcji firm amerykańskich, która miała miejsce poza terenem USA.

W tej sytuacji Donald Tusk jest de facto zakładnikiem Pawła Wojtunika. Jedynym wyjściem z sytuacji jest dla premiera zagranie twardego szeryfa walczącego z korupcją we własnych szeregach. Pytanie jednak, czy Tusk jest w stanie tę rolę odegrać. Problem bowiem polega na tym, że musiałby uderzyć we własne zaplecze biznesowo-towarzyskie oraz naruszyć potężne interesy układu, który wyniósł go do władzy. To zaś dla premiera może skończyć się tragicznie. Układ jest bowiem w stanie z minuty na minutę doprowadzić do zmiany na stanowisku premiera. Tusk w tej sytuacji walczy o swoje życie polityczne.