TVP dała właśnie popis najgorszej cenzury. Pozornie chodzi o wydarzenie z 30 listopada (andrzejki), kiedy to Andrzej Turski prowadził Panoramę, bełkocząc w sposób typowy dla ludzi na wyraźnym rauszu. Jak wyłuszczyła Hanna Lis z domu Kedaj na parówkowym portalu – „media braci Karnowskich” posądziły wtedy Turskiego o występowanie pod wpływem alkoholu, podczas gdy dziennikarz cierpiał z powodu złego stanu zdrowia. W czwartek zdjęto program Jana Pospieszalskiego, by odegrać się na Jacku Karnowskim, którego autor „Bliżej” zaprosił do debaty. Wierzę, że Turski był chory. Ale nie rozumiem, jak można zarzucać naruszanie zasad etyki tym, którzy napisali o jego bełkotliwym występie. I jeszcze stosować odpowiedzialność zbiorową – bo akurat Karnowski nie miał z tym nic wspólnego. Jeśli ktoś złamał wszelkie standardy, to raczej władze TVP i redakcyjni koledzy Turskiego, wypuszczając przed kamerę z trudem składającego słowa człowieka, który powinien znajdować się na zwolnieniu lekarskim i leżeć w łóżku. Tak więc nie o dobre imię ciężko chorego tu chodzi, lecz o coś większego – obronę pupilka władz stanu wojennego. I aby z tego syna funkcjonariuszy MBP zrobić wzór do naśladowania.