Spadły gromy na Jarosława Kaczyńskiego za „kijowską wyprawę”. Zastanowił mnie w tym chórze potępienia jeden głos. Przeciw „odradzającemu się galicyjskiemu faszyzmowi”, który podobno prezes PiS zdecydował się otwarcie wesprzeć na majdanie, wystąpił Rafał Ziemkiewicz.

Dowodem na to oskarżenie miało być rzucone przez Kaczyńskiego na majdanie pozdrowienie „Sława Ukrainie”, uznane przez warszawskiego publicystę za wyłączne hasło i znak firmowy banderowców. Żałuję, że znakomity autor nie sprawdził bliżej wiarygodności swojego zarzutu. Owszem, jeszcze dziesięć lat temu, przytoczone słowa byłyby elementem banderowskiego rytuału, dziś jednak na kijowskim majdanie powtarzają je wszyscy ludzie, którzy nie chcą przyłączenia Ukrainy do imperium Putina – nacjonaliści, liberałowie, socjaliści, konserwatyści i ci (większość), do których ani te ideologie, ani np. nazwisko Bandery w ogóle nie trafiają. Te słowa są dziś ekwiwalentem naszego „niech żyje Polska”, a nie partyjnego pozdrowienia ONR. Może Rafał Ziemkiewicz tego nie wiedział. Ale warto, żeby dowiedzili się o tym Czytelnicy „Gazety Polskiej Codziennie” i „Gazety Polskiej”.

Dziwne rady Ziemkiewicza

Nie wiem, co wybitny publicysta miał na myśli, kiedy kończył złowróżbnie swój tekst („Zejdźmy z Majdanu na ziemię”, „GP”, 11.12.2013). Napisał tak: „Proszę zwrócić uwagę na przedziwną zbieżność tonu mediów europejskich z rosyjskimi. W prasie rosyjskiej Polska jest dziś złowrogim, potężnym imperium, które steruje ukraińskimi kukiełkami i obala Janukowycza, by zająć swoje dawne kolonie. Zauważmy: putinowcy o nic nie oskarżają Niemiec ani innych rzeczywistych potęg. Tamci są OK, to tylko ’pańska Polsza’ intryguje i skłóca Ukrainę z Moskwą. Z kolei w mediach zachodnich nie ma krytyki Rosji czy Putina. Jest za to ciągła krytyka polskiej »rusofobii« i Polski, która stale wciąga Europę w antyrosyjskie awantury. Ta zgodność to bardzo niebezpieczny znak i trzeba go poważnie brać pod uwagę, póki czas”.

Nie wiem, jakie media rosyjskie i europejskie docierają do Rafała Ziemkiewicza, ale do mnie docierają inne. Rosyjskie, zainspirowane słowami najważniejszych przywódców (Putina i, w tym wypadku, Ławrowa), tropią raczej spisek amerykański, czasem europejski, czasem szwedzki („zemsta za Połtawę”), znacznie rzadziej odtwarzając dziś widmo groźnej Rzeczypospolitej. Dlaczego? Może dlatego, że z prezydentem Komorowskim i premierem Tuskiem na czele Rzeczpospolita obecna naprawdę nie nadaje się do straszenia biednych Rosjan. To jednak – podobnie jak wielkie uogólnienie, mówiące o „mediach europejskich” (czy naprawdę „Guardian” i „Financial Times”, BBC i „Economist”, by pozostać choćby przy anglojęzycznych, mówią to samo o Rosji, Ukrainie, Putinie i polskiej „rusofobii”?) – nie jest w przywołanym cytacie najważniejsze. Najbardziej intrygujący jest ton przestrogi, czy wręcz pogróżki zawartej w ostatnich dwóch zdaniach. Mamy więc z rzekomej zgodności „mediów rosyjskich i europejskich” wyciągnąć jakieś wnioski dla naszej politycznej postawy wobec Ukrainy – i to „póki czas”. Jakie? Czy chodzi o to, żebyśmy się nie dali wciągnąć w „antyrosyjskie awantury”? Mamy zejść z majdanu na ziemię – nawołuje autor „Polactwa”, ale tej ziemi, na którą mamy zejść nie opisuje wyraźnie.

Jeszcze dziwniejsze rady Kolonki

Bardziej konkretnie wypowiedział się w tej materii Mariusz Max Kolonko w swoim popularnym wideoblogu na portalu Salon24. Sympatyczny dziennikarz zauważył, że zamęt na Ukrainie właściwie moglibyśmy wykorzystać – i oderwać wreszcie, a raczej przyłączyć z powrotem Lwów i całą zachodnią Ukrainę/Galicję Wschodnią do polskiej Macierzy. „To przynajmniej…”, jak zwykł był mawiać pewien kupiec z Ciechanowca. To pan Ołeh Tiahnybok ucieszy się razem ze swoją „Swobodą”, to dopiero pomożemy Polakom na Wschodzie… To jest realizm: Ukraina piszczy pod naporem Moskwy – no to ją dobić i rozebrać. Putin już czeka na takie z Warszawą partnerstwo. I Europie pokażemy, że w nas fantazja nie umarła jeszcze!

Czy o to chodzi również Rafałowi Ziemkiewiczowi? Chyba nie. Autor celnych analiz „smoleńskiej pułapki” na Polaków doskonale rozumie przecież, że to Putin wyciągnie wszystkie korzyści z nagłaśniania takich właśnie marginalnych „pomysłów”, z pokazywania ich w telewizji ukraińskiej, rosyjskiej i zaprzyjaźnionych europejskich (ma do dyspozycji i takie, choć jednak nie wszystkie): Polska chce tylko odebrać swoje dawne kolonie… I co wy na to, Ukraińcy, którym wydaje się, że tylko Rosja i Putin wam zagrażają? Idźcież wy lepiej rżnąć Lachów.

Co zatem mamy robić, skoro odrzucimy „realizm” Maksa Kolonki? Jak rozumiem, z obawy przed zagrożeniem, jakim jest dla nas banderowski faszyzm i zarazem siła rosyjsko-europejskich oskarżeń o rusofobię, po prostu nie powinniśmy się angażować w „antyrosyjskie awantury” – czyli w popieranie oporu społeczeństwa ukraińskiego (pogardliwie traktowanego przez Ziemkiewicza „żywiołu”) przeciwko oddaniu Kijowa pod pełną kontrolę Moskwy?

Poważne pytanie do Ziemkiewicza

Mam jednak nieodparte wrażenie, że to jest właśnie rodzaj realizmu, który reprezentuje od sześciu lat minister Sikorski, wspiera od dawna piórem, a obecnie czynem minister Sienkiewicz, patronuje mu zaś od początku swoich rządów premier Tusk. Tak, to jest ta sama „pozytywistyczna” walka z polskością jako „nienormalnością”, z tymi wszystkimi powstaniami, mesjanizmami, martyrologią – tym wszystkim, co tak dobitnie i zwięźle wyszydził w swoim programowyn eseju w „Znaku” z 1987 r. Donald Tusk (to było jego pierwsze, najważniejsze exposé), a co na kilkaset artykułów i kilka książek rozpisał Rafał Ziemkiewicz i jego młody podopieczny Piotr Zychowicz, z większą jeszcze ikrą potępiający polski „obłęd”.

Rozumiem, że dla autora „Polactwa” patronem jest raczej autor „Myśli nowoczesnego Polaka” – i szanuję to. Mądry, spokojny namysł nad polskim interesem narodowym, nad środkami, którymi dysponujemy do jego obrony i możliwościami ich pomnażania, nie trwonienia – to jest nam dzisiaj potrzebne nie mniej niż w 1908, 1918 czy 1938 r. Czy jednak rzeczywiście powinniśmy machnąć ręką na to, co zrobili Ukraińcy, występując na majdanie przeciwko imperium? Czy w każdej akcji, która próbuje wzmocnić ich w tym oporze, musimy dostrzegać tylko głupotę lub zdradę? Czy w imię twardej walki, już nie publicystycznej, ale politycznej z wewnętrznym, coraz bardziej obsesyjnie atakowanym wrogiem (czyli z Jarosławem Kaczyńskim, który przeszkadza w odbudowie ruchu narodowego) wolno nie zauważać różnicy między zagrożeniem, jakie stanowi dla Polski roku 2013 „Swoboda” Tiahnyboka i Rosja Putina? Proszę o wskazanie ukraińskiego („banderowskiego”) odpowiednika partii rosyjskiej w Polsce i skali jej wpływów w polityce i gospodarce. Czy Gazprom jest firmą ukraińskich oligarchów? Czy WSI (obecnie stowarzyszenie oficerów tej zasłużonej organizacji) jest „podczepione” pod Kijów? Czy to Ukraina, ludzie z majdanu czy choćby partia Tiahnyboka, prowadzą manewry wojskowe, na których ćwiczy się taktyczny atak nuklearny na Warszawę? Czy to prokuratura ukraińska zajmuje się śledztwem w sprawie katastrofy smoleńskiej?

Ponieważ bardzo szanuję Rafała Ziemkiewicza za wiele wspaniałych, porywających, podnoszących na duchu albo rozdrapujących nasze narodowe rany tekstów, proszę go o odpowiedź nie na te, retoryczne przecież pytania, ale na pytanie poważne: jak wyobraża sobie polską politykę wschodnią u progu 2014 r.?