Kilka dni temu zakończyły się na indonezyjskiej wyspie Bali obrady forum Światowej Organizacji Handlu (WTO). Światowa prasa ogłosiła sukces forum. W Polsce natomiast wydarzenie to przeszło niemal niezauważone.

Trochę to dziwi, bo WTO jest niezwykle ważną organizacją. Jej decyzje oddziałują na życie każdego z nas.

WTO została powołana w 1994 r. na konferencji w marokańskim mieście Marrakesz w ramach rundy urugwajskiej, której celem było nadanie nowego kształtu – i ostatecznie zastąpienie – organizacji znanej jako GATT (Układ Ogólny w Sprawie Taryf Celnych i Handlu) utworzonej w 1947 r. Na stałą siedzibę WTO wybrano Genewę, a działalność organizacji ruszyła w styczniu 1995 r. Polska była jednym z krajów założycielskich WTO, uczestniczyliśmy we wszystkich spotkaniach w ramach organizacji i toczonych na tych spotkaniach negocjacjach.

Geneza organizacji

Głównym zadaniem WTO jest liberalizacja i wpieranie handlu towarami (dobrami ma­terialnymi i usługami). Organizacja może prowadzić politykę inwestycyjną dla wsparcia światowego handlu. Jej zadaniem jest także rozstrzyganie sporów dotyczących wymiany handlowej oraz przestrzegania praw własności intelektualnej. Kraje członkowskie (w tym Polska) są zobowiązane do dostosowania swojego ustawodawstwa do norm WTO. Organizacja liczy obecnie 159 członków. W grudniu 2011 r. postanowiono o przyjęciu do WTO czterech nowych członków, w tym Rosji i Czarnogóry.

Zasadnicze decyzje WTO zapadają w czasie szczytów. Zdarza się, że program reform jest tak obszerny, że jedno spotkanie na szczycie nie wystarcza i wtedy organizuje się wiele szczytów – rundę.

Kluczowa dla powstania WTO w obecnym kształcie była runda urugwajska. Była to już ósma z kolei runda negocjacji podjętych przez członków GATT. Rozpoczęła się w 1986 r. konferencją w Punta del Este w Urugwaju. Uczestniczyło w niej 92 członków GATT. Uznali oni, że formuła GATT nie odpowiada już wyzwaniom współczesności i konieczna jest liberalizacja handlu i organizacja, która będzie ten proces aktywnie wspierała. Konieczne stało się też uregulowanie zasad obrony rynku wewnętrznego przed nieuczciwymi praktykami w handlu międzynarodowym. Specyficznym problemem były wówczas napięcia w handlu żywnością, zwłaszcza w relacjach USA–EWG. Kraje Europy Zachodniej stosowały politykę ochrony własnych rynków produktów rolnych – których największym eksporterem były USA. Europejska polityka protekcjonistyczna wywoływała ostre protesty ze strony rządu amerykańskiego. Porozumienie w sprawie rolnictwa (AoA) było pierwszym wielkim sukcesem rundy urugwajskiej.

Najważniejszym osiągnięciem tych spotkań okazało się przyjęcie zasady zmiany administracyjnych środków antyimportowych oraz zasady zamrożenia górnej granicy ceł między uczestnikami porozumienia. Przyjęto także zobowiązanie do obniżania wielkości subsydiów eksportowych. Niewielki postęp osiągnięto w rokowaniach dotyczących obrotu tekstyliami.

Porozumienie o świcie

Wdrożenie zasad przyjętych na kolejnych spotkaniach w ramach rundy urugwajskiej dokonywało się z oporami ze względu na rozbieżność interesów państw członkowskich w poszczególnych kwestiach. Ostatecznie wygrał argument korzyści wynikających z obniżki kosztów produkcji i zysków od inwestowanego kapitału w skali światowej. Jednocześnie coraz częściej podczas spotkań artykułowane były postulaty dalszej liberalizacji handlu.

Znalazły one wyraz w postaci programu ustalonego na szczycie w Doha w 2001 r. Był to początek nowej rundy – zwanej rundą z Doha. Wśród głównych postulatów znalazła się wówczas istotna poprawa dostępu do rynków rolnych w poszczególnych państwach, redukcja (a w perspektywie likwidacja) wszystkich form subsydiów eksportowych oraz znaczna redukcja form wsparcia wewnętrznego zakłócających handel międzynarodowy.

Warto jednak zwrócić uwagę, że w ciągu 18 lat działania WTO i kolejnych szczytów nie została zawarta w ramach organizacji żadna nowa umowa międzynarodowa, choć przyjęto wiele zaleceń co do polityki gospodarczej członków WTO.

Przełom nastąpił właśnie na Bali (Indonezja) kilka dni temu. W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele 159 krajów członkowskich oraz delegaci Unii Europejskiej, Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Negocjacje trwały cztery dni i (już zgodnie ze specyficzną tradycją rokowań międzynarodowych) zakończyły się o godz. 6 rano w dniu przewidzianym na uro­czyste zakończenie obrad.

Rodzi się uzasadnione podejrzenie, że organizatorzy takich negocjacji liczą na to, że zmęczeni delegaci, odczuwający presję czasu i spakowani już do odjazdu, będą bardziej skłonni do kompromisów i mniej czujni na zagrożenia wynikające z nowych sformułowań wprowadzanych w ostatniej chwili jako kompromisowe.

Przełom w negocjacjach

Podczas spotkania na Bali nie brakowało dramatycznych zwrotów akcji. Kuba uznała, że wynegocjowany układ nie gwarantuje wycofania się Stanów Zjednoczonych z wywierania na nią nacisków politycznych za pomocą stosowania embarga handlowego. Indie stwierdziły, że niektóre z elementów omawianego pakietu mogłyby zagrozić w ich kraju subwencjom z budżetu państwa, służącym tworzeniu rezerw żywnościowych dla ubogich.

Brak jest informacji, w jaki sposób „spacyfikowano” Kubę. Indie oraz inne kraje udzielające subwencji na rzecz produkcji żywności dla ubogich uspokojono czasowym zwolnieniem tych państw z obowiązku określania limitów subwencji. Negocjacje na ten temat zostały prze­niesione na późniejszy termin. 

Choć we wszystkich wypowiedziach uczestników negocjacji w Indonezji pobrzmiewa nuta triumfu, nie sposób nie odnotować, że porozumienie tam zawarte uwzględnia jedynie niewielki procent problemów handlu międzynarodowego. Ministrowie wyrażali rozczarowanie, że nie osiągnięto postępu w kwestii subsydiów eksportowych dla farmerów i zobowiązali się do dalszej pracy nad tym zagadnieniem. Nie udało się też osiągnąć porozumienia w sprawie bezcłowego i bezkwotowego eksportu towarów z najbiedniejszych krajów świata, ani otworzyć rynku bawełnianego w USA na eksport z innych krajów.

Jednocześnie faktem jest, że kryzys globalny i odnowienie się tendencji protekcjonistycznych w polityce państw dotkniętych recesją gospodarczą spowodowały, że rozmowy na temat liberalizacji handlu znalazły się w impasie. Od 10 lat brak w nich było jakiegokolwiek postępu, a umowę międzynarodową obejmującą pierwszy zakres uzgodnień tzw. rundy urugwajskiej zawarto 18 lat temu. Tym razem udało się uzgodnić działania dotyczące zmniejszenia biurokracji, ułatwienia procedur celnych – oraz innych środków ułatwiających hand­el.

Eksperci WTO oraz przysłuchujący się obradom przedstawiciele wielkiego biznesu twierdzą, że jeśli układ skonstruowany na Bali wejdzie w życie, to obroty w światowym handlu zwiększą się o 18 bln dol., a wartość światowego dochodu narodowego wzrośnie o 1 bln dol.

Układ wejdzie w życie po ratyfikowaniu go przez dwie trzecie członków WTO. Ma on być także przedmiotem obrad Parlamentu Europejskiego. Trzeba będzie zważyć, czy dalsze otwieranie naszych granic na tańsze towary z zagranicy dobrze posłuży nie tylko nabywcom tych pro­duktów, ale także krajowym wytwórcom i w jaki sposób wpłynie to na nasz rynek pracy.