Trzeba przyznać, że komunikat prasowy z poniedziałkowego posiedzenia Rady Ministrów Spraw Zagranicznych Unii Europejskiej robi szokujące wrażenie.

Wszyscy znamy kontekst, ale warto go wyostrzyć, aby zrozumieć dlaczego wrażenie jest tak dojmujące: w końcu listopada Unii nie udało się doprowadzić do podpisania umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą i od przeszło dwóch tygodni obywatele Ukrainy narażając się demonstrują w Kijowie przywiązanie do integracji europejskiej, w Kijowie, we wtorek 17 grudnia do Moskwy jedzie prezydent Ukrainy aby podpisać "ważne dokumenty o współpracy gospodarczej" z Rosją, dzień przed posiedzeniem Rady, w weekend, komisarz UE ds. rozszerzenia oświadcza tymczasem, że zawiesza rozmowy Unii z Ukrainą.

I w takich to okolicznościach odbywa się posiedzenie ministrów spraw zagranicznych państw Unii Europejskiej. Wydawałoby się, że kwestia kluczowa dziś dla polityki europejskiej, znaczenia Unii jako gracza globalnego i dla bezpieczeństwa Europy stanie się najważniejszym punktem posiedzenia i podjęte będą ważne decyzje.

Tymczasem... komunikat nie pozostawia złudzeń: Ukraina była dyskutowana jako jeden z wielu punktów i to bez konkluzji, w odróżnieniu od innych kwestii takich jak: Liban, Republika Środkowoafrykańska czy Bliski Wschód, gdzie konkluzje przyjęto. Fragment dotyczący Ukrainy to... dwie linijki tekstu !!!

Co ciekawsze, na wniosek Francji, na tym samym posiedzeniu, Unia Europejska poparła  na przykład jej interwencję w środkowej Afryce. Polska ustami ministra Sikorskiego, zadeklarowała realne "wsparcie tej interwencji", choć nie wiadomo jeszcze, czy to oznacza wysiłek zbrojny czy tylko finansowanie francuskich żołnierzy przez nasz budżet.

Zamiast zatem przyjąć jakiekolwiek konkluzje na temat Ukrainy, zamiast wysłać ludziom na Majdanie jakiś czytelny sygnał europejskiego zaangażowania w ich los, zamiast zmobilizować Unię i partnerów globalnych do działania w sprawie Ukrainy, podczas roboczego lunchu, ministrowie spraw zagranicznych... spotkali się z rosyjskim ministrem Ławrowem!

I gdzie w tym wszystkim polski głos? Oczywiście w głównym nurcie, nawet jeśli ten główny nurt biegnie w poprzek polskiej racji stanu. Minister Sikorski poparł zawieszenie rozmów z Ukrainą, nie doprowadził by Unia zrobiła coś więcej niż "wymieniła się poglądami" i sam na dodatek spotka się z tymże Ławrowem we czwartek.

Brakuje słów, by opisać dewastację jakiej w polskiej polityce zagranicznej dokonuje Radosław Sikorski. Jeżeli równolegle jedno państwo jest w stanie zmobilizować całą Unię do wsparcia jego interwencji zbrojnej w środkowej Afryce (to, co sie tam dzieje to rzeczywiście humanitarna katastrofa więc działać oczywiście trzeba), a Polska nie potrafi wzbudzić choć trochę większej determinacji w sprawie, która leży w bezpośrednim sąsiedztwie Unii, to jest to tylko dowód na to, że albo nic nie znaczy, albo sama nie chce.

Wstyd mi za ministrów spraw zagranicznych Unii Europejskiej, którzy zebrali się 16 grudnia w Brukseli. To hańba dla Unii, że jej ministrowie nie mają nic do powiedzenia zmarzniętym ludziom na kijowskim placu, za to lunchują z rosyjskim ministrem.
A najbardziej wstyd mi za ministra z Warszawy.