32 lata temu w kopalni „Piast” w Tychach-Bieruniu Nowym miał miejsce najdłuższy podziemny strajk w powojennej historii górnictwa. Był na miarę naszych największych zrywów narodowych – można śmiało powiedzieć. Strajk przeciw Jaruzelskiemu i jego wojskowej juncie, która wypowiedziała wojnę narodowi.
 
Przez dwa tygodnie, 14–28 grudnia 1981 r., na początku dwa tysiące, a pod koniec ponad tysiąc górników z dziewięciotysięcznej załogi Kopalni Węgla Kamiennego „Piast” protestowało – dobrowolnie – przeciw stanowi wojennemu.
 
Władza w Wasze przebrana mundury
i bandyci przebrani za władzę,
znów na placu Defilad, u góry,
na przysięgę żołnierzy prowadzą.

 
Tak śpiewał w „Ostatniej szychcie na KWK Piast” Jan Krzysztof Kelus. Tekst pieśni napisał Jan Michał Zazula (okupacyjny, stanowojenny pseudonim Jakub Broniec), poeta, a zarazem fizyk, polarnik i alpinista, który zginął w 1997 r. zmieciony przez lawinę na francuskim zboczu Mont Blanc.

O chlebie i wodzie

Tak było na górze. A na dole? W „Piaście” komitet strajkowy zawiązał się po informacji o internowaniu przywódców NSZZ „Solidarność”. Na poziomie 650 metrów pod ziemią. Ze względu na wilgoć niepokorni górnicy przeszli na „Złote Piaski” – trochę cieplejszy chodnik, gdzie suszony był piasek. Przedstawili postulaty: uwolnienie kolegów, odwołanie stanu wojennego, wznowienie działalności związku. W odpowiedzi dyrektor postraszył ich szykanami, a nawet karą śmierci.

Kiedy do kopalni przyszła nocna zmiana, dyrekcja nie chciała jej wpuścić na dół. Górnicy jednak oświadczyli, że strajk ich nie interesuje, że chcą po prostu fedrować. Zjechali i… też zastrajkowali. Po 12 godzinach dołączyli następni, wysłani, aby negocjować z kolegami.

Kiedy na dole znalazło się już dwa tysiące osób, dyrekcja zablokowała szyb zjazdowy. Strajkujących to nawet ucieszyło, bo większa ich liczba nie miałaby się już gdzie zmieścić. A lekko nie było. Bez ciepłych napojów, toalety, o chlebie – dzięki kolegom z góry, często przyjeżdżającym z pomocą nawet z odległych miejscowości – i wodzie z rurociągu pożarowego. Przesyłaną przez dyrekcję gorącą zupę odsyłali w obawie przed otruciem. Spali na wilgotnych deskach, człowiek przy człowieku.

Straszyli na różny sposób

A mieli przecież alternatywę. W każdej chwili ten, kto chciał się wycofać, mógł wyjechać na powierzchnię. Najpierw organizowali podziemne wieczory kabaretowe. Potem były już głównie modlitwy, w których uczestniczyli przepuszczani na dół księża. Dzięki nasłuchowi Radia BBC dowiedzieli się o pacyfikacjach innych zakładów, a 16 grudnia – o rannych i zabitych z „Wujka”. To samo „bandyci przebrani za władzę” chcieli zrobić w „Piaście”. To tylko wzmocniło opór mężczyzn.

Robotnicy nie zamierzali poddać się „robotniczej” władzy i nawet chorzy nie chcieli opuścić kolegów. Ale część wyjechała na powierzchnię, nie wytrzymawszy warunków i presji. Bo bandyci z góry straszyli na różny sposób: wybuchem gazu, zalaniem wodą, blokowali wymianę lamp górniczych. Wysłali nawet „płaczki”, które udając krewne górników, opowiadały o nieszczęściach, jakie spotkały ich rodziny. Bandycka prasa i TV kłamały o piciu alkoholu na strajku.

Czuli się wolni

24 grudnia pozostali jedynym strajkującym zakładem w kraju. Odcięci już całkowicie od żywności, zjedli jednak kolację wigilijną – po pół kromki chleba i plasterku jabłka. Solidarnie wysłuchali pasterki.
 
Wyjeżdżajcie już chłopcy od „Piasta”.
Pora, chłopcy, opuścić tę dziurę.
Baby płaczą, napiekły Wam ciasta,
złota klatka uniesie Was w górę...
Wyjeżdżajcie, już szychta skończona!
Pielęgniarki i lekarz są w szatni.
Porozwożą Was suki do domów.
Mają wszystkich...
Wasz szyb jest ostatni.

 
28 grudnia, koniec strajku. Wcześniej otrzymali gwarancje bezpieczeństwa: żadnych aresztowań, żadnych zwolnień z pracy. 200 chciało strajkować dalej, ale lekarze przekonali ich, że nie mają prawa narażać życia. O godz. 20 tysiąc górników, wyjeżdżając w klatkach na górę, śpiewało: „Jeszcze Polska nie zginęła”. Czuli się wolni.

Czas się zbierać i wsiadać do klatki!

W ramach gwarancji jaruzelscy bandyci aresztowali „prowodyrów”. I co prawda wojskowy sąd uniewinnił ich z braku dowodów (wszyscy zgodnie twierdzili, że nie strajkowali, tylko zabezpieczali kopalnię), zaraz po wyjściu z sądu zostali internowani. Z pracy zwolniono tysiąc górników – dokładnie tylu, ilu wytrwało do końca. Większości „pozwolono” emigrować.

Jaruzelski nie po raz pierwszy i nie ostatni stanął po drugiej stronie. Po stronie Moskwy przeciwko Polakom. A dziś większość z nas „rozumie go” i „szanuje”. Niektórzy widzą w nim nawet uosobienie cnót. Człowieka honoru, który każdego 13 grudnia ucieka do szpitala MSW przy ul. Szaserów w Warszawie pod opiekę resortowych lekarzy.
 
Tylko honor jest Wasz, solidarni.
Bryła węgla za polskie sumienie.
Na Was czas, wyjeżdżajcie z kopalni,
wolna Polska zepchnięta pod ziemię!
Ład i spokój, i praca na górze,
pojedyncze są jeszcze przypadki...
Wolny kraj, co Was trzyma w tej dziurze?
Czas się zbierać i wsiadać do klatki!


Tadeusz Płużański, pisarz, publicysta, szef działu Opinie „Super Expressu”, autor książek o nierozliczonych zbrodniach komunistycznych: „Bestie”, „Bestie 2” i „Oprawcy. Zbrodnie bez kary”