Wczorajsza konferencja Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, podczas której dowiedzieliśmy się, że do Sejmu przesłano wnioski o odebranie immunitetu posłom Mariuszowi Kamińskiemu i Tomaszowi Kaczmarkowi z Prawa i Sprawiedliwości, mogła budzić zdumienie. Krok ten podjęto po wielu latach od piastowania stanowiska szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego przez Kamińskiego, ale też w bardzo specyficznym momencie. Władza Donalda Tuska przeżywa serię kompromitacji. Najpierw w związku z aferą taśmowo-podsłuchową na Dolnym Śląsku (rozpętaną przez skonfliktowaną wewnętrznie Platformę), a ostatnio przez prowokację na Marszu Niepodległości 11 listopada, która absolutnie się nie powiodła. Wygląda na to, że Mariusz Kamiński i jego współpracownicy z CBA mają po prostu zapłacić za błędy i zwykłe świństwa ekipy Donalda Tuska, poparcie dla partii rządzącej dołujące wręcz do poziomu, który grozi rozpadem Platformy. Kiedy bliżej przyjrzeć się tym okolicznościom, właściwie nie może być mowy o zdumieniu konferencją prokuratury i próbą rozpętania debaty w Sejmie. Sprawa jest oczywista. Chodzi im o odwrócenie uwagi od patologii w obozie władzy i jej postępującego rozkładu – i o nic innego.