Przebieg tegorocznego Marszu Niepodległości oceniam jako w miarę spokojny, szczególnie jeśli porównamy go z wydarzeniami sprzed dwóch lat, gdy niemieckie bojówki zaatakowały uczestników marszu.

W tym roku mieliśmy do czynienia z prawdziwą rzeką ludzi, rozciągniętą między pl. Defilad a pomnikiem Romana Dmowskiego. Z tego względu incydenty, które miały miejsce wczoraj w Warszawie, postrzegam jako mało znaczące dla generalnej oceny organizacji marszu. Jego straż radziła sobie dobrze, aczkolwiek na ul. Skorupki nie zapobiegła bitwie zamaskowanych ludzi (kim byli?) w kominiarkach ze squattersami. Zarówno tego ostatniego wydarzenia, jak i spalenia tęczy na pl. Zbawiciela oraz budki strażnika przed rosyjską ambasadą można było łatwo uniknąć, gdyby policja odpowiednio zabezpieczyła trasę marszu. Ogień na ulicach stolicy to efekt jej niedociągnięć.