Rząd Suchockiej upadł jednym głosem przez kłopoty żołądkowe ministra sprawiedliwości. Rząd Tuska ocalał jednym głosem, bo akurat minister transportu nie miał rozwolnienia.  Generalnie, obojętnie od tego wyniku, gabinet PO-PSL coraz bardziej obsadza się w rolach komediowych. Szef Platformy i rządu odniósł pyrrusowe zwycięstwo, bo – jak niegdyś król Pyrrus – co prawda wygrał, ale tak się już wykrwawił, że polityczna śmierć zagląda mu w oczy. A w gruncie rzeczy może i powinien żałować, że nie przegrał owego głosowania. Przecież, gdyby go nie wygrał przeszedłby do historii świata i Europy jako pierwszy premier, którego obaliły sześciolatki. No, może król Maciuś I był wcześniej, ale po pierwsze to postać literacka, a po drugie bardzo sympatyczna, więc porównania z Tuskiem są nieuzasadnione. Znów wyłamało się z dyscypliny koalicyjnej paru posłów PSL-u, co będzie kolejnym powodem do awantury i w samej partii Piechocińskiego i w tym coraz gorszym, coraz bardziej się kłócącym, toksycznym małżeństwie koalicyjnym. A ponieważ jednym z PSL-owców, którzy zagłosowali jak Pan Bóg przykazał, był parlamentarzysta wybrany z list PiS-u, pewnie znów przeczytam teorię jak to premier Kaczyński oddelegowuje własnych posłów do innych partii, aby w odpowiednim momencie zawezwać ich do uczynienia dobrego politycznego uczynku…