Niechaj żaden moskiewski agent wpływu nie ośmieli się nam wmawiać, że Amerykanie w kwestii Ukrainy „chcą wyciągać kasztany z ognia polskimi rękami”. Kontrola Moskwy nad Ukrainą lub jej brak decyduje o istnieniu lub nie imperium rosyjskiego.

Wiarygodność NATO wynika z potencjału odstraszającego, jakim dysponują US Army i US Navy. Gdyby jednak odstraszanie nie wystarczyło, to siły amerykańskie będą głównym instrumentem złamania agresji państwa, które podniosłoby miecz na któregoś z członków Sojuszu. O skuteczności natowskiej odsieczy dla Polski nie zadecyduje wszak desant komandosów portugalskich, wsparty przez kontyngent belgijski i „wsławiony” obroną Srebrenicy batalion holenderski. Trudno też liczyć na tak wypróbowanych sojuszników jak Francuzi, sprzedający Rosji okręty desantowe, i Niemcy budujące Rosjanom centrum szkolenia wojsk lądowych. Dwie dyżurujące w Polsce grupy bojowe UE, po 1500 żołnierzy każda, mogłyby rozwinąć się obronnie w czworokącie Świętokrzyska–Marszałkowska–Przeskok–Kubusia Puchatka, by chronić siedzibę przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Warszawie, ale niewiele więcej. Stany Zjednoczone są zatem najważniejszym sojusznikiem Polski.

Antyamerykańskie mity

Polacy byli najbardziej proamerykańskim narodem w Europie. Wyznawali zdrowy pogląd, że siła i wola działania naszych sojuszników nie stanowią dla Polski problemu – dotychczas problemem byli sojusznicy pozbawieni siły i/lub woli działania. Poparcie dla USA było też skutkiem licznych związków rodzinnych z amerykańską Polonią, fascynacji amerykańskimi osiągnięciami cywilizacyjnymi i przede wszystkim doświadczenia sowieckiej dominacji i zasady „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Komuniści, podkreślając wrogość USA wobec Sowietów, mimowolnie budowali popularność Ameryki w Polsce.

Dziś polska opinia publiczna żyje mitem, że nasz kraj jest „wykorzystany i porzucony” (wizy, samoloty F16, wojna w Iraku, z której „nie odnieśliśmy żadnych korzyści”, podsłuchy). Kwestie te prezentowane są jako istota stosunków polsko-amerykańskich. Zgodnie z niechętną nam narracją rosyjską, francuską i niemiecką (doby Schrödera) Polska była amerykańskim „koniem trojańskim” w Europie. Cóż, to stara śpiewka – za Batorego byliśmy „sługami papiestwa”, za Kościuszki – „ekspozyturą jakobinów”, za księcia Józefa – „lokajami Napoleona”, powstanie listopadowe wywołaliśmy „podjudzeni przez Francję”, styczniowe – jako „agenci Garibaldiego”, w 1920 r. byliśmy „psem łańcuchowym ententy”, w roku 1939 wzięliśmy udział w „brytyjskim spisku przeciw III Rzeszy”, a potem już niezmiennie sprzeciwialiśmy się komunie „za pieniądze CIA”. Innymi słowy broniliśmy kraju „w obcym interesie”.

Irak

Jak pisałem („GPC” 12–13.01.2013 r.), „poparcie, jakiego w 2003 r. udzieliły wszystkie państwa naszego regionu interwencji USA w Iraku, nie wynikało ani z ich zamiłowania do zamorskich ekspedycji wojennych, ani z obawy przed bronią chemiczną Saddama Husajna, ani z woli budowy demokracji w Mezopotamii. […] Było funkcją poszukiwania […] amerykańskiej ochrony wobec wciąż odczuwanego zagrożenia powrotem rosyjskiej dominacji”. Celem, dla którego Polska posłała swoich żołnierzy na wojnę, nie było zniesienie wiz, czyli otwarcie amerykańskiego rynku pracy dla emigrantów gotowych zatrudnić się na czarno. Przedmiotem decyzji Polski w 2003 r. nie było rozstrzygnięcie, czy USA mają, czy też nie zaatakować Irak, lecz odpowiedź na pytanie o to, jak się zachować w obliczu faktu, że Amerykanie dokonają tego ataku – stanąć u boku Niemiec, Francji i Rosji, czy po stronie Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Włoch, Hiszpanii, Holandii, Danii, Portugalii i wszystkich krajów Europy Środkowej – sąsiadów Polski, kandydujących do UE i do NATO? Cokolwiek byłoby przedmiotem sporu, znalezienie się Polski w obozie niemiecko-rosyjskim, przeciw Anglosasom, byłoby niezrozumiałym dziwactwem.

To nie Polska łamała solidarność europejską. Rzeczpospolita znalazła się w obozie większościowym, a mniejszość (Niemcy, Francja, Belgia i Luksemburg) uzurpowały sobie prawo do bycia jedyną prawdziwą Europą i złamały solidarność transatlantycką. To nie Polska zachowała się niezwykle. To RFN – główny kontynentalny sojusznik USA od czasów Konrada Adenauera – porzucił swoją 50-letnią linię polityczną i pod rządami Schrödera ogłosił politykę Deutscher Sonderweg (specjalnej niemieckiej drogi). Fakt ten na krótko uczynił z Polski głównego kontynentalnego sojusznika Waszyngtonu w Europie Wschodniej. Poparcie Stanów Zjednoczonych potrzebne było do amortyzowania zbliżenia niemiecko-rosyjskiego i do przeprowadzenia drugiej fali rozszerzenia NATO. Wciąż oczekiwały jej Estonia, Łotwa, Litwa, Słowacja, Rumunia, Bułgaria i Słowenia. Czyż rozciągnięcie gwarancji natowskich na naszych sąsiadów nie leżało w interesie Rzeczypospolitej? Czyż nie zależało przede wszystkim od USA? Czyż brak poparcia Polski dla amerykańskiej akcji w Iraku byłby bez znaczenia dla sposobu postrzegania przez Waszyngton wartości sojuszniczej państw naszego regionu? Pod polskim dowództwem w Iraku służyli żołnierze z Litwy, Łotwy, Słowacji, Węgier, Rumunii, Bułgarii i Ukrainy. Rzeczpospolita u boku USA zyskiwała płaszczyznę współpracy wojskowej z sąsiadami i przyciągała ich do NATO. Było obojętne, czy robi to w Iraku, czy w Pernambuco. Istotne było z kim, a nie gdzie. Polska, podobnie jak pozostałe wymienione kraje, poparła USA w 2003 r. W 2004 r. zaś nastąpiła druga fala rozszerzenia NATO. To był wielki sukces polityki polskiej i polsko-amerykańskiej wspólnoty interesów. Dla tego celu warto było iść na wojnę. W podobną grę, tyle że nie dla równoważenia Niemiec, lecz Francji, zagrała z USA Hiszpania José Marii Aznara, uzyskując przewagę nad skonfliktowanym z Waszyngtonem Paryżem i demonstrując zdolność wojskowej integracji z Latynosami, a Francja, wyciągając naukę z tej lekcji, wróciła w 2009 r. do struktur wojskowych NATO.

Zbrojenia

Zakup samolotów F16 – dominujących w lotnictwie państw NATO – krytykowany był jako wyraz szczególnej polskiej usłużności wobec USA. Czy jednak należało kupić mirage i „wysługiwać się Francji”, która właśnie kazała nam „nie marnować okazji do siedzenia cicho”, oferowała Rosji korytarze eksterytorialne przez Litwę do Królewca i niechętna była otwieraniu UE i NATO na Ukrainę, by nie odciągać funduszy od basenu Morza Śródziemnego i „nie drażnić Rosji”? Czy lepsze były szwedzko-brytyjskie grippeny, nigdy niesprawdzone w boju i jak wskazują doświadczenia Czech, wysoce awaryjne? A może należało pozostać przy sowieckich migach? Wśród dostępnych opcji wybór samolotów amerykańskich był finansowo i technicznie akceptowalny, a politycznie pozostawał jedynym rozsądnym wyborem. Drugi co do wielkości kontrakt zbrojeniowy – zakup transporterów Rosomak fińskiej firmy Patria jakoś nie stał się symbolem polskiej skrajnej europejskości.

Wizyta Kerry’ego i manewry Steadfast Jazz

Wizyta sekretarza stanu USA Johna Kerry’ego w Polsce widziana osobno, bez kontekstu, stwarza wrażenie biznesowego wypadu w przerwie jego tournée po Bliskim Wschodzie. Głównym jej celem było wsparcie polityczne amerykańskich firm w zakresie ich udziału w modernizacji Wojska Polskiego w obliczu planowanych przez Polskę dużych wydatków zbrojeniowych. Wizyta ta jest jednak także sygnałem korzystnego dla Polski zwrotu w polityce Waszyngtonu. Stosunki amerykańsko-rosyjskie są najgorsze od czasu wojny o Kosowo. Równolegle do pobytu Kerry’ego w Warszawie odbywała się zaś także wizyta sekretarza generalnego NATO Andreasa Fogha Rasmussena w Polsce i w krajach bałtyckich, gdzie trwają największe od 2006 r. ćwiczenia NATO, będące odpowiedzią na niedawne manewry rosyjsko-białoruskie u naszych granic – Zapad 2013. Kerry żywo poparł polski projekt otwarcia UE na Ukrainę i przyrównał rosyjskie zakusy do rozciągnięcia kontroli nad tym krajem do blokady Berlina Zachodniego z lat 1948–1949, która była początkiem zimnej wojny. Trudno o mocniejszą deklarację, bardziej odpowiadającą polskim interesom. I niechaj żaden moskiewski agent wpływu nie ośmieli się nam wmawiać, że Amerykanie w kwestii Ukrainy „chcą wyciągać kasztany z ognia polskimi rękami”. Kontrola Moskwy nad Ukrainą lub jej brak decyduje o istnieniu lub nie imperium rosyjskiego. To Rzeczpospolita nie może żyć w jego cieniu, USA świetnie sobie dotychczas z nim radziły.