Przy okazji manewrów NATO Steadfast Jazz 2013, które odbywają się na poligonie w Drawsku Pomorskim, prezydent Bronisław Komorowski wygłosił mowę, której sens można oddać w słowach: „jako zwierzchnik Sił Zbrojnych RP jestem i pozostaję lojalny wobec Sojuszu”. Problem jednak w tym, że słowa te stoją w oczywistej sprzeczności z tymi, które Komorowski wygłosił parę dni wcześniej ustami swojego doradcy prof. Romana Kuźniara. Ten ostatni powiedział wprost, że Polska powinna wspierać Edwarda Snowdena, a więc de facto propagandę rosyjską. Prezydent nie odciął się od tej wypowiedzi. Amerykanom jest wszystko jedno, kto rządzi w Polsce, byleby pozostawał lojalny wobec Stanów Zjednoczonych. Pytanie brzmi, którą deklarację Amerykanie wzięli na poważnie – Komorowskiego czy Komorowskiego-Kuźniara?