Ironia losu sprawiła, że tłem śmierci i pogrzebu Tadeusza Mazowieckiego stały się afera taśmowa w Platformie i trwające osłupienie po publikacji zdjęcia przedstawiającego smoleńską radość Donalda Tuska. Odszedł człowiek, który wśród twórców III RP uosabiał moralną dojrzałość. Ale odszedł na tle Polski, którą swoimi decyzjami z początku lat 90. powołał do życia, Polski, która dzisiaj ma twarz Jarosów i Wojnarowskich, Schetynów i Protasiewiczów. Mazowiecki nie wyobrażał sobie, że swoją „grubą linią" wobec komunistów ustanawia na przyszłość zasadę ustrojową, która w III RP zostanie rozciągnięta na afery obozu władzy i zdemoralizuje miliony jego klientów. Im bardziej więc podkreślano zasługi Mazowieckiego, tym bardziej kłuła w oczy teraźniejszość: mafijne rozgrywki w PO i brak argumentów rządu w sprawie smoleńskiej – przykłady staczania się III RP w otchłań bezprawia i braku nadziei. W TVP Lis z Michnikiem stawali na głowie, żeby rozwiać ten nastrój, ale nawet w studiu nie było braw; widownia przez cały program milczała. Na miejscu Tuska bałbym się tego milczenia, które narasta w kraju, a którego już ani Michnik nie potrafi zagadać, ani Niesiołowski zakrzyczeć.