Sondaż TNS Polska dla „Wiadomości” jest kłopotliwy. Nie dlatego, że pokazuje nagły, niepotwierdzony w żadnym innym sondażu skok poparcia Platformy Obywatelskiej. Od biedy można by uważać, że pod nawałą rechotu mediów Polacy wycofali się z krytykowania rządzącej partii i zaczęli ją popierać. Można by rozważać, czy to wynik porażki referendum w Warszawie, czy może „efektu Rońdy” – Polacy uwierzyli propagandzie, że eksperci zespołu Antoniego Macierewicza blefują i poczuli się wprowadzeni w błąd. Można by snuć poważne analizy, gdyby sondaż ten dawał na nie szanse.

Niestety kłopotliwość badania TNS (firmy zbierającej także lukratywne zlecenia od PO) polega na tym, że badanie to poważnie traktować raczej trudno. Pytano w nim o preferencje partyjne wyłącznie tych, którzy zdecydowanie zadeklarowali wolę głosowania, i to, na kogo chcą głosować. Zatem zaledwie 36 proc. spośród tysiąca pytanych. Reszta – 42 proc. mówiących, że pójdzie, ale nie wie jeszcze, na kogo zagłosuje, jest pominięta. Na miejscu propagandystów PO nie cieszyłabym się. Pod presją ich agresji i szyderstwa największa grupa wyborców woli się kryć za bezpiecznym „jeszcze nie wiem”. Zagłosuje po swojemu. I raczej nie na PO.