Parlament Europejski zaostrzył warunki poszukiwania i wydobycia gazu łupkowego w krajach Unii Europejskiej. Wprawdzie większość, która przegłosowała postulat zaostrzenia dyrektywy środowiskowej dla gazu z łupków była niewielka, ale mimo to przeszedł.

Postulat przeszedł wbrew strategicznym interesom Unii, polegającym przecież na uniezależnieniu się od dostaw gazu ziemnego z Rosji i od ewentualnej presji politycznej z tymi dostawami związanej. Wszak nie od dziś wiadomo, że Rosja traktuje Gazprom – formalnego dostawcę gazu ziemnego – jako narzędzie swojej polityki zagranicznej. Gazprom potrafi różnicować ceny i warunki dostaw w sąsiadujących ze sobą krajach i trudno znaleźć inne wytłumaczenie niż to, że jednych traktuje jako lepszych przyjaciół, a drugich jako gorszych.

Mistrzowie nacisków

Gazprom wielokrotnie dowiódł, że potrafi zorganizować skuteczny lobbing polityczny na rzecz pożądanego przez siebie rozstrzygania spraw na forum obcych rządów i parlamentów. Rosja potrafiła dogadać się z Niemcami w sprawie Nord Streamu, czyli ominięcia Polski kolejną nitką gazociągu, a przy okazji zablokować perspektywy rozwojowe zespołu polskich portów Szczecin-Świnoujście zbyt płytko położoną rurą. Może też się okazać, że dojście będzie za płytkie dla statków zbiornikowców, by dało się umiejscowić w pobliżu Szczecina terminal do odbioru dostaw skroplonego gazu ziemnego z rejonu Morza Śródziemnego. Mało też jest prawdopodobne, by dało się wrócić do projektu połączenia Polski z norweskimi złożami gazu ziemnego – kiedyś wynegocjowanego przez rząd Jerzego Buzka i zablokowanego przez rząd Leszka Millera. Nie kładzie się bowiem rury norweskiej w poprzek innej rury – rosyjskiej.

Niezwykle interesująca jest historia Nabucco – gazociągu z Iranu, Azerbejdżanu i wschodniej Turcji, który miał przebiegać poza terenami Rosji przez Turcję, Bułgarię, Rumunię i Węgry do Austrii, a stamtąd dalej do sieci państw Europy Zachodniej (w tym do Włoch) oraz – w razie potrzeby – do sieci państw Europy Środkowo-Wschodniej. Byłaby to duża konkurencja dla dostaw Gazpromu, która bardzo ograniczyłaby możliwość wykorzystywania dostaw gazu jako narzędzia polityki zagranicznej Rosji. Nabucco, którego udziałowcami są firmy z Austrii (OMV), Węgier (MOL), Rumunii (Transgaz), Turcji (BOTAS) i Niemcy (RWE), zyskał w 2006 r. poparcie UE. Zainteresowanie uczestnictwem w projekcie zgłosiły ponadto francuski Gaz de France, niemiecki E.ON, Ukraina i… Gazprom. Cztery lata temu w Ankarze uczestnicy podpisali umowę o budowie magistrali długości 3300 km o rocznej przepustowości 31 mld m sześc. Rozpoczęcie budowy miało nastąpić w 2012 r. i już w tym roku przewidywano pierwsze dostawy gazu.

Skoro Gazprom nie dostał się do środka, zaatakował z zewnątrz. Zaproponował przedłużenie swojego gazociągu, znanego jako Blue Stream na Bałkany, a stamtąd na Węgry i do Włoch. Na Węgrzech miałyby zostać wybudowane magazyny gazu oraz węzeł rozdzielczy. W ten sposób miałby powstać Gazociąg Południowy (South Stream). Zdaniem ekspertów przystąpienie Węgier do tego projektu to śmiertelny cios dla Nabucco. Socjalistyczny premier Ferenc Gyurcsany uległ „perswazji" Władimira Putina i w 2008 r. na Kremlu węgierski MOL i rosyjski Gazprom – w obecności obu premierów – podpisały umowę.

Gazprom – czyli Rosja – dowiódł przy tej okazji, że potrafi w swoim planowaniu uwzględniać różne okoliczności. Wszak istniały także interesy irańskie, azerskie i tureckie oraz… włoskie. Nabucco wychodził im naprzeciw. Stratedzy moskiewscy znaleźli rozwiązanie. Oto pojawił się Projekt TAP – gazociągu z Azerbejdżanu i Iranu przez Turcję, Grecję, Albanię i Adriatyk do Włoch. W czerwcu 2013 r. ten projekt wygrał przetarg na gaz azerski. Azerbejdżan – wedle dość powszechnej interpretacji – uległ „argumentom politycznym" Rosji.

Gra o łupki

Teraz interesom Rosji – Gazpromu – zagraża perspektywa eksploatacji złóż gazu łupkowego. W głosowaniach nad rewizją dyrektywy rolę „pożytecznych idiotów" odegrali socjaliści, zieloni i liberałowie. Deklarują oni, że walczą przeciw dewastacji środowiska, ale powszechnie uważa się, że główną rolę odegrali tu lobbyści reprezentujący rosyjskie interesy.

Projekt nowych przepisów przewiduje konieczność sporządzania kompleksowej oceny oddziaływania inwestycji na środowisko już na etapie prowadzenia poszukiwań. Wszędzie tam, gdzie prowadzone jest tzw. szczelinowanie hydrauliczne, musi być sporządzany taki dokument. Bardzo wydłuży to proces przystępowania do odwiertów i oczywiście zwiększy koszty poszukiwań. Radosna twórczość PE ma jeszcze i ten skutek, że zmniejsza poczucie pewności i stabilności prawa. A tego biznes bardzo nie lubi.

Nie wszystko jeszcze jest przegrane. Europarlament nie ma głosu decydującego w sprawach dotyczących stanowienia prawa obowiązującego członków UE. Jest bardzo ważnym organem opiniotwórczym i projektodawczym. Ostateczne decyzje podejmuje Rada Europejska składająca się z przedstawicieli władz krajów członkowskich. Uchwała parlamentu będzie prezentowana i broniona przez przedstawiciela większości, która projekt uchwaliła. Przewaga „ekologów" nie była wielka, więc i mandat przedstawiciela nie będzie nadmiernie silny.

Ważne jest, byśmy sprawy nie przegapili. By przedstawiciel Polski dobrze rozpoznał układ zwolenników i przeciwników projektowanej dyrektywy oraz został wyposażony w wiedzę, kto z „neutralnych" w tej sprawie mógłby nas poprzeć i pod jakimi warunkami. Trzeba pamiętać, że Unia jest specyficznym „klubem bogatych egoistów", gotowych wspierać słabszych i biedniejszych, jeśli to służy także ich interesom – ale najchętniej wspiera się tych, którzy mają największe możliwości rewanżu. Naszymi „naturalnymi sojusznikami" mogą tu być kraje o dużych zasobach tego gazu – zwłaszcza Francja oraz Dania, Holandia, W. Brytania i Niemcy. No i trzeba pamiętać, że Gazprom też nie pozostanie bezczynny.

Bierność polskiego rządu

Ale niezależnie od Brukseli mamy jeszcze jeden problem: niezrozumiałą opieszałość naszego rządu i Sejmu. Nadal nie ma ustawy regulującej wydobycie gazu łupkowego w Polsce ani też przepisów nowelizujących prawo górnicze i geologiczne. Nie ma nawet projektu rządowego. Od dawna trwają spory programowe i kompetencyjne pomiędzy Ministerstwem Skarbu a Ministerstwem Środowiska. A Donald Tusk nie potrafi rozstrzygnąć sporów i nadać sprawie pożądanego biegu. Czy wynika to z przysłowiowego już lenistwa szefa naszego rządu? Brak rozstrzygnięć prawnych powoduje pogłębienie niepewności potencjalnych firm eksploatacyjnych, a także sprzyja „budzeniu upiorów" przez Gazprom.

Ta firma potrafi skutecznie działać na terenie naszego kraju. Doświadczyliśmy tego w swoim czasie w postaci nieoczekiwanej (a nadzwyczaj skutecznej) obstrukcji władz polskiego PGNiG dotyczącej umowy z norweskim Statoilem. Umowy – przypomnijmy – której patronowały rząd Norwegii oraz polski rząd Jerzego Buzka. W jakim stopniu trwający obecnie chocholi taniec w rządzie jest efektem działań rosyjskiego potentata? Ile czasu potrzebuje Gazprom, by skupić odpowiednią liczbę akcji przedsiębiorstw eksploatacyjnych i przejąć nad nimi kontrolę, by następnie zablokować wydobycie gazu? Ile czasu potrzebuje, by wzbudzić w Polsce potężny ruch ekologiczny przeciwny wydobyciu gazu z łupków? Nic to, że szkodliwości takiego wydobycia nie stwierdzono w USA, gdzie eksploatacja gazu trwa już od lat. Zawsze można wyprodukować odpowiednie filmy propagandowe oraz wesprzeć odpowiednimi funduszami organizacje ekologiczne. Można też wzbudzić opór miejscowej ludności odpowiednio nastraszonej wizjami katastrofy ekologicznej. Na to oczywiście trzeba czasu i pieniędzy. Pieniędzy Gazpromowi nie brakuje – a czasu dostarcza mu w nadmiarze rząd Donalda Tuska.