"Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz" - powiedział kiedyś Gandhi. To tego zbiegu zdarzeń, tak bardzo przestraszył się wczoraj Donald Tusk. Wie, że naukowców już ignorował, później razem z "zaprzyjaźnionymi mediami" się z nich śmiał, teraz walczy. Został ostatni etap.

Wpisując się w ciąg zdarzeń zainicjowanych 17 września przez "grupę Laska" (jak to określił o. Krzysztof Mądel), czyli publikację przez "Gazetę Wyborcą" zeznań, które wyciekły z prokuratury - II Konferencja Smoleńska, wzbudziła spore zainteresowanie mediów. Wielu z dziennikarzy, zapisało sobie w kajetach co bardziej zabawne przykłady i analogie w trakcie wykładów naukowych, a następnie ich właśnie użyło, by z godną siebie publicznością te wykłady wyśmiać.

Stało się tak przede wszystkim dlatego, że ktokolwiek z grupy - jak mawiał Andrzej Wajda - "zaprzyjaźnionych mediów" w jakikolwiek sposób zainteresował się II konferencją smoleńską. Z pewnością pomogły wyprzedzające wrzutki Macieja Laska pracującego dla Kancelarii Premiera, które wzbudziły medialne zainteresowanie spotkaniem. Piszę tu o "wrzutkach" nieprzypadkowo, bo za każdym razem, wtedy gdy miało się rozpocząć posiedzenie zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy, czy sama naukowa konferencja, zatrudniony w kancelarii Tuska Lasek, zamiast się pojawić i skonfrontować naukowe wnioski, wrzucał coś nowego do medialnego obiegu.

Opinia publiczna reakcji premiera doczekała się dopiero trzy dni po ujawnieniu przez prof. Chrisa Cieszewskiego wyniku swoich badań nad zdjęciami satelitarnymi. Trzy dni - okres ciszy często stosowany przez Donalda Tuska, optymalny czas by otrzymać wyniki zleconego sondażu, z którego może dowiedzieć się jak społeczeństwo przyjęło dane zdarzenie. Szef rządu zastosował identyczny chwyt, jak w kwietniu 2012 roku, gdy wzywał Sejm, by utrącił projekt wzywający Rosję do zwrotu dowodów katastrofy będących polską własnością: zmienił role i ostro zaatakował opozycję by odwrócić od siebie uwagę.

- Uważam, że najwyższy czas, aby powiedzieć co ci politycy zrobili ze sprawy smoleńskiej i zrobili z Polakami. A zrobili rzecz straszną i powinni wziąć za to odpowiedzialność - powiedział w Brukseli Donald Tusk. Kto miałby jego zdaniem "ponieść odpowiedzialność" za Smoleńsk? Władimir Putin, Tatiana Anodina? Polska strona odpowiedzialna za rozdzielenie wizyt, czy polityczne decyzje po katastrofie? Radosław Sikorski, Tomasz Arabski, Jerzy Miller, Bronisław Komorowski? On sam?
Skądże! Brat zmarłego prezydenta, Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz.

Zmienny jak Donald Tusk

Ostatnio jednak zapomina się o drobnym fakcie, który powoduje zaskoczenie tak emocjonalną reakcją premiera. W zeszłym roku takiej "atmosfery" nie było i I Konferencja Smoleńska nie wzbudziła takiego zainteresowania Tuska. Mimo że liczba naukowców i ich referatów była podobna. Ponad 100 doktorów, profesorów było gotowych by konfrontować wyniki swoich prac z członkami rządowej komisji byłego ministra spraw wewnętrznych, Jerzego Millera. Oczywiście ani Miller, ani Lasek, ani żaden inny przedstawiciel Donalda Tuska, mimo publicznych zaproszeń - na debatę się nie wybrał.

Jaka była wtedy reakcja premiera? 

Szanuję wysiłek ekspertów i amatorów, którzy nie mają dostępu do dowodów i nie pracują w komisji, jednak zdecydowanie wyżej oceniam pracę zawodowych specjalistów, których zgromadziła w swoich szeregach komisja Millera - mówił 30 października 2012 roku Donald Tusk, pytany o wyniki prac naukowców. Oczywiście, nie chciał tych referatów komentować, nie ukrywając, że ich nie zna, nie mógł się jednak powstrzymać od złośliwości: Od pierwszych dni katastrofy pojawią się opinie pseudoeksperckie, pseudonaukowe nacechowane tezami politycznymi - stwierdził. Co ciekawe, premier zestawiając pracę niezależnych od rządu naukowców, z raportem ludzi przez niego opłacanych, oświadczył, że w pracy tych pierwszych jest "bez porównania więcej polityki".

Sytuacja zmieniła się po trzech miesiącach. Mówiąc o tej samej konferencji naukowej, Donald Tusk... udał że w ogóle o niej nie słyszał! Zacytuję w całości moje pytanie i odpowiedź premiera:

- Czy zapoznał się pan już z wynikami prac ponad 100 polskich naukowców na temat Smoleńska?
- Na to pytanie panu nie odpowiem, nie uczestniczyłem w konferencji 100 polskich naukowców. Nie, nie znam tego materiału. Nie znam bliżej żadnych okoliczności, dotyczącej tej konferencji, jakby pan mi pomógł. Nie słyszałem o takim spotkaniu. Jeśli mam to w korespondencji... Nie dysponuję tym materiałem. Jeśli nie jest zbyt obszerny, chętnie się z nim zapoznam. Wiem, że czasami wydarzenia powodują że już nie pamiętamy tego co się działo w danej sprawie kilkanaście miesięcy temu.


Cztery etapy

Tutaj dochodzimy do pierwszego etapu układanki Gandhiego: ignorowania. To było rok temu. W tym roku mieliśmy drugi etap: wyśmiewanie ekspertów. Wystarczy wspomnieć Monikę Olejnik, która nie zrozumiała jednej ze ściśle naukowych wypowiedzi prof. Wiesława Biniendy, dlatego ją skopiowała, zacytowała na swoim profilu na Facebooku, by razem ze znajomymi wspólnie profesora wyśmiać. Sprawę celnie skomentował Rafał Ziemkiewicz: To zaczyna przypominać taką rosyjską powieść jak kołchoźnicy wyśmiewają ekipę naukowców, bo nie rozumieją używanych przez nich słów.

Obecnie trwa już otwarty konflikt, a więc trzeci etap, gdy "z Tobą walczą". Nie wspominając już całej historii nagonki na naukowców, która zresztą trwa do dziś, bo wystarczy krytykować tylko rządową wersję zdarzeń, by w przestrzeni publicznej byle dziennikarz mógł podważyć czyiś profesorski tytuł. Wypieranie się przez kolejnych tchórzliwych rektorów swoich profesorów trwa, a ugięcie się prof. Michała Kleibera pod rządowym naciskiem, sprawiło że padła inicjatywa debaty w Polskiej Akademii Nauk.

Donald Tusk jednak szybko się uczy i on wie. Wie doskonale, że teraz niezależnych naukowców czeka etap czwarty z mądrości Gandhiego: Później wygrywasz. Wygrana wolnej nauki: Tego Tusk boi się najbardziej.

PREMIER DONALD TUSK O I KONFERENCJI SMOLEŃSKIEJ