Demografowie biją na alarm – Polska się wyludnia! Polki, i owszem, rodzą w Londynie, ale nie w kraju. Niże demograficzne owocować będą kolejnymi i pod koniec XXI w. będzie nas o połowę mniej niż dzisiaj. Kto utrzyma nas na starość?! Trzeba skłonić Polaków, żeby wracali ze swoich Londynów i Dublinów, a co ważniejsze, postarać się, żeby reszta nie szła tak szybko w ich ślady.

Od podobnych alarmów włosy stawały mi na głowie, dopóki nie przyszła mi do głowy myśl, że to wcale nie dramat. Nie narodowa tragedia, porównywalna – jeśli chodzi o efekty – z II wojną światową, lecz jedynie realizacja arcychytrego planu Donalda Tuska & co(lesi). I to planu perspektywicznego!

Efektem pierwszoplanowym zachęcania Polaków do emigracji jest szybkie pozbycie się z kraju młodych, aktywnych, przedsiębiorczych, będących w kryzysowych sytuacjach paliwem ewentualnej rewolucji (łatwo policzyć, ile byłoby potencjalnych buntowników, do liczby obecnych bezrobotnych doliczając te dwa miliony emigrantów). Ale są przecież i dalsze konsekwencje.

Dzięki działalności naszego Słońca Peru 10–15-milionowa Polska jutra stanie się prawdziwą Arkadią, w której na każdego chętnego przypadać będą ekskluzywne pustostany. Do wyboru, do koloru. Nie trzeba też będzie budować nowych szlaków komunikacyjnych, liczba pojazdów zmniejszy się bowiem tak radykalnie, że nawet istniejące drogi można będzie przekształcać w ciągi piesze i ścieżki rowerowe.

Nie ma też co straszyć przyszłych emerytów, że nie będzie kto miał pracować na ich emerytury. Albo też sobie wyemigrują na zachodni socjal, albo będą dorabiać jako służba u nabywców polskich dworków i rezydencji, zwabionych urokiem bujnej przyrody i panującym spokojem.

Oczywiście możliwy jest gorszy wariant. Natura, jak wiadomo, nie znosi próżni, można się więc obawiać, że w miejsce Polaków napłyną tu przybysze z bliższego i dalszego Wschodu. Wyobraźnia podsuwa widok minaretów na Wawelskim Wzgórzu i warszawski Pałac Kultury zamieniony na pagodę. Pod meczetem Mariackim stanie pomnik Nieznanego Tatara, a pałac w Wilanowie przekształcony zostanie w muzeum im. Kara Mustafy. Ale to już będzie ich, nie nasz kłopot.

Efektów swoich działań i zaniechań nie dożyją też dzisiejsi wizjonerzy, ich potomkowie zaś zamieszkają z pewnością jak najdalej.

A że w kolejnym stuleciu Polacy w ogóle znikną, jak Etruskowie czy Kartagińczycy? Ekipy historyków aktualnie nami rządzących nic to nie obchodzi. W końcu „polskość to nienormalność”!