Jak mawia klasyk, kiedy sytuacja staje się zbyt skomplikowana, aby jasno ją zdefiniować, należy odczekać, aż skomplikuje się bardziej – wówczas stanie się naprawdę jasna. Ta taktyka sprawdza się, gdy analizujemy, co się dzieje wokół Służby Kontrwywiadu Wojskowego w związku z odwołaniem jej szefa Janusza Noska.

Służba Kontrwywiadu Wojskowego to obok Służby Wywiadu Wojskowego i Centralnego Biura Antykorupcyjnego najważniejsze instytucjonalne dokonania dwuletnich rządów Prawa i Sprawiedliwości. Instytucje te powstały jako polityczna odpowiedź na diagnozę, którą polscy obywatele poparli w wyborach parlamentarnych i prezydenckich w 2005 r. Obrady tzw. orlenowskiej komisji śledczej ujawniły skalę inwigilacji polskiego życia gospodarczego przez ludzi związanych z WSI. Afera starachowicka, która zakończyła się wyrokami skazującymi (a także spektakularnym ułaskawieniem przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego skazanego w związku z tą sprawą wiceministra spraw wewnętrznych), wskazała na bezpośrednią łączność pomiędzy środowiskami polityków, funkcjonariuszy służb specjalnych a przestępcami. Ustawy o powołaniu CBA, likwidacji WSI oraz utworzeniu w ich miejsce Służby Wywiadu Wojskowego oraz Służby Kontrwywiadu Wojskowego stanowiły najważniejsze instytucjonalne odpowiedzi na ten stan rzeczy. Powstały w kilka miesięcy po przyjęciu tych ustaw „Raport o likwidacji WSI” oraz aneks do niego, znajdujący się w dyspozycji prezydenta RP do dzisiaj, przez wielu analityków uważane są za oś realnego sporu o władzę nad Polską.

Prezydent i WSI

Marek Dukaczewski, jeden z ostatnich szefów Wojskowych Służb Informacyjnych, w serii swoich rozmów z Dorotą Kowalską z „Polska The Times” stara się przypominać o tym publiczności. Zgodnie z zasadami obowiązującymi w tym środowisku na ruch dyrygenta reagują członkowie orkiestry: używający pseudonimu Vincent Sewerski, były żołnierz WSI, wydaje książkę; Aleksander Makowski, tajny współpracownik tej służby, „przyznaje”, że prawie złapał Bin Ladena; a człowiek z penisem w dłoni zwołuje konferencje prasowe i powołuje sejmowy zespół. Celem pracy tego zespołu ma być wykazanie, że likwidacja WSI sprowadziła na oficerów i współpracowników tych służb tragiczną śmierć, ale szczegółów jednak na razie podać nie można. Na to wzburzenie w środowisku dawnych funkcjonariuszy WSI próbuje odpowiedzieć między innymi Aleksander Ścios, bloger i publicysta „Gazety Polskiej”. Analizując strony internetowe stowarzyszenia byłych żołnierzy WSI, zwraca on uwagę na dążenie tego środowiska do zmian ustawowych, które umożliwiłyby publikację kolejnych aneksów do „Raportu o likwidacji”, tak aby nowe wersje tego dokumentu w istocie odwróciły sens i znaczenie dwóch już istniejących – jawnego „Raportu o likwidacji WSI” oraz tajnego i pozostającego w dyspozycji Bronisława Komorowskiego aneksu. Celem tych działań jest przywrócenie do służby oficerów negatywnie zweryfikowanych i w szerszym planie uzyskanie kontroli nad strukturami tajnymi Polski przez rosyjskich kontrolerów środowiska WSI oraz wschodnich przyjaciół Pałacu Prezydenckiego. Ścios na swoim blogu zwraca uwagę na mało znany fakt: Bronisław Komorowski przesłał do gen. Janusza Noska, po przejęciu władzy w 2010 r., tajny aneks do raportu, prosząc o jego recenzję (czytaj: dyskredytację). Gen. Nosek nie spełnił prośby Bronisława Komorowskiego, obecnego patrona środowisk WSI. Z drugiej jednak strony odwołany szef SKW znalazł bezpieczną przystań w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, gdzie z pewnością jego nowe biurko nie będzie stało zbyt daleko od nowego biurka Krzysztofa Bondaryka – odwołanego niedawno szefa ABW.

Notes ministra Sienkiewicza

Rywalizacja pomiędzy Pałacem Prezydenckim a Kancelarią Premiera, widoczna od dłuższego czasu również na powierzchni życia publicznego, nie jest jednak jedynym planem, gdzie rozgrywa się gra, której podlega odwołany gen. Nosek. Na główną rozgrywkę, czyli mecz Polska–Rosja, nakłada się bowiem cała masa procesów, które wokół służb się odbywają. Bartłomiej Sienkiewicz dostał od premiera polecenie odzyskania kontroli nad rozpasanym towarzystwem ze służb i stara się, jak może. Stąd nominacje z jego osobistego notesu. Stąd idące nieco w poprzek planów Pałacu Prezydenckiego pomysły na powołanie nowej komisji nadzorującej badanie służb. Pomysły szkodliwe, bo komplikujące i tak już zagmatwany system wzajemnych zależności pomiędzy instytucjami nadzoru. Opracowywane obecnie w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych rozwiązania są w wielu miejscach sprzeczne z intencjami prac planistycznych prowadzonych przez prezydenckie Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, których celem jest wzmocnienie pozycji prezydenta w bezpośrednim nadzorze nad wojskiem, w tym nad wojskowymi służbami. Prace te są dla szefa MSW politycznie ryzykowne, ale w razie sukcesu i przy założeniu udanych z punktu widzenia organizatorów procesu nominacji personalnych – dać mogą autorom realną kontrolę nad służbami, i to nawet po oddaniu władzy przez obecny rząd.

Lobbysta w tle

Rozgrywki pomiędzy polskimi politykami to jedno, ale międzynarodowy wymiar odwołania gen. Noska ma znaczenie kluczowe. Nie tylko dlatego, że perspektywa wartych setki miliardów złotych zamówień zbrojeniowych stanowi dla służb wszystkich państw posiadających przemysł zbrojeniowy nie lada gratkę. Polscy politycy, decydenci, wysocy oficerowie traktują tę grę również jako włas­ną i chcą mieć w niej swój udział. Stąd festiwal kwitów latających po biurkach znanych ze świetnych kontaktów ze służbami dziennikarzy. Domniemywać należy, że duża część tych spraw ma realne podłoże i że nowa medialna gwiazda Mieczysław Bulla, lobbysta związany z izraelskimi koncernami zbrojeniowymi, świecić będzie tak długo, aż spali krążące zbyt blisko planety. Publikacje dotknęły już gen. Skrzypczaka, zarzucając mu osiąganie korzyści majątkowych. Z początkiem tego tygodnia opisano rodzinę ministrów Kosiniaków-Kamyszów, która, jak się okazuje, inwestować miała pieniądze w biznesowe przedsięwzięcia tajemniczego izraelskiego lobbysty zbrojeniowego. Katalog bohaterów pewnie nie jest jeszcze wyczerpany.

Lista pytań

Z punktu widzenia interesów Polski w całej tej sprawie najważniejsze są odpowiedzi na pytania o relacje z naszymi wschodnimi sąsiadami. Czy SKW monitorowała lot polskiej delegacji do Smoleńska? Gdzie znajdowali się polscy oficerowie służb 10 kwietnia? Co tak naprawdę nagrane jest na słynnym smoleńskim filmie z miejsca zdarzenia? Gdzie są karty pamięci i dane z telefonów i aparatów polskich dziennikarzy, którzy 10 kwietnia byli w Smoleńsku? Kto, kiedy i jak otworzył czarne skrzynki samolotu? Kto wreszcie otrzymał ostrzeżenie o planowanym porwaniu samolotu przed datą wylotu z Warszawy i co z tą informacją zrobił? Kto dopuścił do remontu polskiego samolotu rządowego w zakładach powiązanych bezpośrednio z rosyjskimi służbami wywiadowczymi? Ta lista pytań do gen. Noska może być dla niego problemem za jakiś czas. Teraz jednak najważniejsze jest dotrzymanie omerty, zmowy milczenia, o której przypomniał generałowi premier Donald Tusk, kiedy ten zbyt natarczywie domagał się udzielenia mu głosu w czasie posiedzenia komisji służb specjalnych, zajmującej się opiniowaniem jego odwołania.

Mnie zastanawia tylko, co musiał sobie pomyśleć oficer dowodzący działaniem Rosjan 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku, kiedy polskie służby wysłały mu otwartym tekstem imię i nazwisko przylatującego z Polski oficera Służby Kontrwywiadu Wojskowego? Co pomyślał – nie wiem. Wiem, co zrobił – zamknął polskiego oficera na wiele godzin w szopie. Podobnie zachował się Donald Tusk, który zamknął nasze bezpieczeństwo w uścisku Władimira Putina na wrakowisku w Smoleńsku.