Jarosław Kuźniar w trosce o zdrowie Kuby Wojewódzkiego, oblanego ostatnio przez jakiegoś antyfana płynem żrącym, posuwa się – a jakże – do inwektyw. Nie jest to niczym nowym, ale dziwi z pewnością to, że celebryci urwani z promptera nie dostrzegają niechęci publiki do hipokryzji. Bo jak inaczej nazwać fragment apelu gwiazdora TVNu: „Mogę nie lubić Antoniego Macierewicza, ale do niego nie strzelę. Oburza mnie zidiocenie bulwarowych redaktorów Janeckiego i Warzechy, kiedy bredzą o »Kubusiu męczenniku«. Macie prawo nienawidzić Kuby Wojewódzkiego, ale nie wolno wam go dotknąć”. Kuźniar ani chwili nie czeka z wyrokiem: zamachowcem Wojewódzkiego był de facto prawicowiec. Sprzeciwiając się wojnie ideologicznej, o ile w ogóle ona była powodem napaści, sam używa deklaracji „plemiennych”. Wojewódzkiego absolutnie nie mógł zaatakować jakiś szaleniec, ktoś, kto abstrahując od bieżącej polityki, zwyczajnie chciał celebrycie zaszkodzić. Kuźniar wszędzie dostrzega magię prawicy i PiSu. Pytanie, czy można się z tego wyleczyć.