„Wyborcza” rechocze, pisze o parówkach (gotowanych) i puszkach (po red bullu) jako „dowodach” zamachu w Smoleńsku. Jej autorzy, a za nimi pracownicy TVN24 czy Polsat News, nie ustają w wysiłkach, by wydrwić lub skompromitować ustalenia konferencji smoleńskiej. Nic dziwnego. Przedstawione ustalenia nie tylko wprowadzają nowy obraz okoliczności katastrofy, ale zupełnie rozbijają rządową, prorosyjską narrację. Obóz rządowy i utrzymywane przezeń media nie mają wyjścia – to kwestia, która będzie decydować o ich przyszłości. W wypadku przedstawicieli władzy – ich odpowiedzialności karnej. W wypadku propagandzistów – upadku wiarygodności. To ostatnie dzieje się zresztą już od dawna na naszych oczach – odpływ widzów z TVN i czytelników z „GW” jest wymownym dowodem, że proces ten się rozpoczął. Próby dyskredytowania ustaleń konferencji smoleńskiej są więc już rozpaczliwe. Próbuje się angażować rodziny osób, które zginęły. Kompromitacja propagandy kublikowo-laskowej jest jednak tej miary, że nikt przyzwoity nie chce w niej brać udziału. Został im tylko Paweł Deresz, zarejestrowany w PRLu jako współpracownik SB i wywiadu wojskowego. Ale na kim w końcu postkomuna ma się oprzeć?