Kiedy zapoznałem się z relacją „Codziennej” ze spotkania z Andrzejem Wajdą w jego szkole filmowej, podczas którego deprecjonował Annę Walentynowicz, wspomniałem od razu wywiad, jaki przeprowadziłem z nim podczas strajku w Stoczni Gdańskiej do biuletynu strajkowego „Solidarność”. Wajda był wówczas bardzo popularny z powodu „Człowieka z marmuru”. Powiedziałem mu, że strajkiem nie kierują ludzie podobni do filmowego Birkuta, czyli tacy, którzy zawierzyli komunizmowi. Strajk był polityczny, dla nas było to Powstanie Warszawskie innymi środkami. Wajda zaczął bredzić, że „klasa robotnicza” wystąpiła o swoje prawa. Zrozumiałem, że mam do czynienia z kryptokomunistą. Wajda uwikłał się we współpracę ze stalinizmem i nigdy nie potrafił za to przeprosić. Poniża Annę Walentynowicz, bo bolszewizm nie znosi ludzi odważnych, walczących o niepodległość.