Donald Tusk oraz szef jego komisji propagandowej Maciej Lasek uważają, że można nam wcisnąć każde kłamstwo i każdą manipulację. Maciej Lasek używa argumentu: „eksperci Macierewicza nie badali wraku i nie byli w Smoleńsku”. Przemilczają przy tym, że zarówno on sam, jak i jego eksperci także nie badali wraku i nie byli w Smoleńsku.
 
Wczoraj byliśmy świadkami kolejnej manipulacji - Maciej Lasek zaprezentował na konferencji prasowej zdjęcia, które rzekomo mają świadczyć o tym, że katastrofa była wynikiem „zwykłego uderzenia w brzozę”. Zobaczyliśmy kilkanaście ujęć, na których widać czyściutkie, umyte części tupolewa. Pomijając fakt, że pokazał on zdjęcia, którymi powinien dysponować wyłącznie sąd, to nie zająknął się nawet na temat czasu zrobienia zdjęć. A wykonano je już po tym, jak Rosjanie, m.in. tnąc piłami ubłocony wrak tupolewa na kawałki, kompletnie go zniszczyli, co pokazała już we wrześniu 2010 r. Anita Gargas w programie „Misja specjalna”. Tego jednak Maciej Lasek nie powiedział, bo to zniszczyłoby mu całkowicie teorię „zwykłej katastrofy”.