Referendum warszawskie ws. odwołania prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz potwierdziło tezę prof. Andrzeja Zybertowicza, że elektoratem systemu III RP są także ci, którzy na wybory nie chodzą. Przez swoją bierność, jako obywatele, przyzwalają na to, co się w państwie dzieje.

„III RP. Kulisy systemu”, wywiad rzeka przeprowadzony przez Joannę Lichocką z prof. Andrzejem Zybertowiczem, to inspiracja i punkt odniesienia do kolejnej próby zrozumienia rzeczywistości III Rzeczypospolitej. Problem w tym, że dziś potrzebujemy zarówno coraz trafniejszych analiz, jak i narzędzi ich masowego rozpowszechniania – poza siecią układów, ale także w jej obrębie. Bo system trzeba „zainfekować” antysystemem.

Zainfekowane fundamenty
Przedstawiana przez prof. Andrzeja Zybertowicza teoria systemu wielopiętrowego klientelizmu zmusza do spojrzenia na otaczające nas realia przez pryzmat społecznej i kulturowej, a nie jedynie politycznej odpowiedzialności za państwo. Jest to o tyle bardziej wymagające, że uniemożliwia dość powszechną taktykę sprowadzenia źródeł marnej kondycji kraju do złej polityki, nieodpowiedniej i nieodpowiedzialnej władzy. Problem sięga fundamentów, czyli społeczeństwa pozbawianego przez dziesięciolecia własnej „woli obywatelskiej”. To społeczeństwo milczące, poddające się zmowie milczenia. To równocześnie społeczeństwo podatne na manipulację, którą określę mianem „zmowy mówienia” – propagandę post- i neokolonialnych elit.

Czym jest społeczna zmowa milczenia w systemie wielopiętrowego klientelizmu? Przede wszystkim przyzwoleniem na zło i bierność, dopóki sami jesteśmy beneficjentami różnorakich układów. Dopóki mamy załatwioną po znajomości pracę, dopóki znajomości i zależności środowiskowe gwarantują nam prestiż, sposoby zaspokajania własnych ambicji, dopóki mamy dojście do różnorakich instytucji poza formalnymi, zwykle uciążliwymi procedurami – milczymy. Dopóki nie zderzamy się z bezwzględnymi realiami rynku pracy i układami zaczynającymi się już na poziomie gmin – milczymy. Dopóki nie spotyka nas niesprawiedliwość, wobec której remedium przestają być zaciśnięte mocno zęby – także milczymy. Wielka zmowa społecznego milczenia, przyzwolenia na instrumentalne traktowanie ze strony silniejszych, satysfakcja z tego, że sami jeszcze „idziemy w górę” albo przynajmniej nie toniemy – to także istotna część Polski opisanej przez prof. Zybertowicza.

Milczący obywatel
Owszem, ten system oparty na „zmowie milczenia” ma także swoje konsekwencje polityczne – milczące społeczeństwo łatwiej jest zignorować, próbować jeszcze bardziej ubezwłasnowolnić, instrumentalnie wykorzystać do włas­nych celów. Można je też rozgrywać za pomocą postpolitycznych narzędzi marketingowych, które świadomą, oddolną aktywność obywatelską zastępują inżynierią społeczną, dostosowaną do realiów demoliberalnych. Przykład? „Bądź obywatelem! Nie idź na referendum!” – przekonywała niedawno władza.

Prof. Zybertowicz opisuje to następująco: „Elektorat systemu III RP to nie tylko wyborcy SLD, PSL, PO, RP, ale także ci, którzy na wybory nie chodzą. Przez swoją bierność, jako obywatele, przyzwalają na to, co się w państwie dzieje. Niezależnie od tego, jakie mają sympatie polityczne, nie działając w przestrzeni społecznej, ów system wspierają. Albo w jakiś sposób dobrze się czują w III RP, albo też nie widzą sensu w staraniach o jej naprawę”. O tym, jak aktualna jest to diagnoza, świadczy warszawskie referendum. Poszedłbym dalej niż naukowiec: „zmowa milczenia” nieobywateli jest czynnikiem o wiele bardziej determinującym naszą przestrzeń publiczną niż żelazne elektoraty partyjne.

Bezradność konsumenta
Z drugiej strony mamy „zmowę mówienia”, czyli próbę narzucenia jednolitej, bezalternatywnej opowieści o Polsce. Tutaj z pewnością warto sięgnąć do rozdziału „Polak – cwany konsument?”. Choć nie zawsze wprost, z tej części rozmowy Joanny Lichockiej z prof. Zybertowiczem wyłania się nie tylko sposób „społecznego wychowywania do bierności”, ale także profil tożsamościowy współczesnego Polaka: „Zaoferowano [nam] podmiotowość konsumpcyjną – w zamian za »odpuszczenie« podmiotowości społecznej i politycznej. Oto przekaz: możesz zmienić samochód, kupić nowe meble do domu, możesz decydować, czy kupić już sobie telewizor 3D i z jakiej półki cenowej; sam, zupełnie suwerennie, wybrać smartfona i tablet dla siebie. […] Ale nie interesuj się za bardzo tym, w jaki sposób zarządzana jest twoja spółdzielnia mieszkaniowa, firma, instytucja, miasto, kraj”.

Ta podmiotowość konsumpcyjna powoduje, że w swojej masie jesteśmy z zasady nastawieni na odbiór treści nadawanych ze znaczną intensywnością przez większość mediów. Samodzielne myślenie jest czasochłonne, mass media gwarantują „przekaz instant”: łatwy w konsumpcji, nawet jeśli szkodliwy dla zdrowia (umysłowego). Wszak to telewizje, ich wielomilionowe widownie tworzą dziś matrycę dla systemu zintegrowanych wyobrażeń społecznych, w naszych realiach bardzo sprzyjających obecnej władzy. Tak tworzą się trendy, społeczne nawyki myślowe, dzięki którym w dobrym tonie jest „własne zdanie” na temat „moherowych beretów”, „sekty smoleńskiej”, „roszczeniowych pracowników”, „leniwych bezrobotnych”. Oto „zmowa mówienia” tego samego, co mówią wszyscy wokół, bo jest to dobrze widziane, a niejednokrotnie wymagane nie tylko towarzysko, ale i zawodowo: że księża to pedofile, że protesty związkowców to nieodpowiedzialność, że „nie ma alternatywy dla Platformy”. Bo nie ma nikogo bardziej podatnego na manipulację niż z pozoru „cwany konsument”, który umie zatroszczyć się o siebie, ale jest zupełnie bezradny wobec narzuconych mu wzorców myślenia.

Czas na antysystem
Mamy dziś do czynienia z sytuacją, w której powstaje coraz więcej rzeczowych analiz istniejącego stanu rzeczy. Wywiad rzeka z prof. Zybertowiczem jest najlepszym tego przykładem. Problem, moim zdaniem, tkwi gdzie indziej. Potrzebne są narzędzia masowego upowszechniania tej wiedzy. Jako wieloletni publicysta wielu pism idei, poczynając od macierzystej redakcji, „Nowego Obywatela”, wiem, że ten typ przekazu jest niewystarczający. Dlatego zdecydowanie kibicuję projektom takim jak Telewizja Republika, które umożliwiają dotarcie do szerszego kręgu odbiorcy. System trzeba „zainfekować” antysystemem, czyli przedstawić Polakom alternatywę zarówno wobec „zmowy milczenia”, jak „zmowy mówienia”. Dopiero masowa świadomość alternatywy może być tym czynnikiem, który pozwoli przekroczyć punkt krytyczny w świadomości społecznej, a co za tym idzie – politycznym i ustrojowym współczesnej Polski.
 
Autor jest dziennikarzem „Nowego Obywatela”. Publikuje m.in. na łamach „Kontaktu”, tygodnika „WSieci”, portalu Deon.pl.