Polacy to taki dziwny naród – nie chodzą na głosowanie, bo i tak nic się nie zmieni. Wszystko jedno, kto będzie rządził, w gminie, w stolicy, w państwie, władza zrobi swoje. I dlatego lepiej się nie mieszać, trzymać się z dala od polityki i dbać o własne interesy. A demokracja, a prawa obywatelskie?

Wystarczyło 45 lat komuny, żeby ludziom odechciało się demokracji. Bo niby co to jest ta demokracja? Równość wobec prawa, wolność poglądów i wolność wyborów? Koń by się uśmiał. Wystarczy przyjrzeć się swojej okolicy, żeby zwątpić w te szczytne hasła i wzniosłe deklaracje. Oto na drugi dzień po referendum w sprawie odwołania Bufetowej z funkcji prezydenta Warszawy, obywatele miasta, w tym liczne lemingi – bo głównie oni mają samochód, a nawet dwa albo trzy – zostali zablokowani na najważniejszych arteriach przelotowych. Z powodu niezapowiedzianych prac drogowych. A dlaczego miałyby być zapowiedziane, kto by się przejmował tą hołotą, tymi słoikami dojeżdżającymi do pracy z okolicznych wsi?

I teraz wszyscy będą się męczyli, klęli i narzekali, a nawet niektórzy żałowali, że nie poszli na referendum i nie zagłosowali przeciwko nieodpowiedzialnej i niekompetentnej prezydent stolicy. Ale ona wie, że Polacy ponarzekają, ponarzekają i podporządkują się tej komunikacyjnej paranoi, bo jaka ta Gronkiewicz-Waltz jest, taka jest, ale po niej może przyjść ktoś z PiS u, a tego lemingi boją się najbardziej. Nie wiedzieć dlaczego, a właściwie wiadomo i jest to symptom uwiądu poczucia odpowiedzialności i cywilnej odwagi. Nie tylko w Polsce, coraz częściej w krajach zachodnich władza bierze za pysk obywateli, szantażując ich materialnie. Jak nie poprzesz władzy, jej ideologii i jej elit, możesz znaleźć się na bruku albo trafić do więzienia. Nawet jeśli jesteś niewinny.

Tego boją się lemingi na całym świecie. I gotowe są znosić wszelkie upokorzenia ze strony rządzącej mafii, robić różne świństwa, byle tylko utrzymać się w nurcie. Tak jest we wszystkich wielkich metropoliach zachodniego świata, bo rozpanoszyło się w nich lewactwo i bogactwo reklamowane przez hordy celebrytów. Towarzyszy temu samozadowolenie władców, bez którego żaden polityk pokroju Bufetowej nie utrzymałby się na stołku dłużej niż dwa lata. Samozadowolenie jest sposobem na przetrwanie i czerpanie korzyści z mentalności lemingów, wszystko jedno których, nowojorskich, londyńskich, paryskich czy warszawskich, ludzi pozbawionych zdrowego rozsądku i poczucia wartości własnej, nastawionych na przejście przez życie bez większego wysiłku, zwłaszcza umysłowego. I oni właśnie wybierają na swoich przywódców ludzi o takich samych właściwościach, czyli bez właściwości. Tusków, Komorowskich, Szejnfeldów, Grasiów, Nowaków, Waltzów...

Chcieliście ich, to macie. I co zrobicie, kiedy kryzys odbierze wam wasze konsumpcyjne nadzieje? Rozstanie się z wyimaginowanym dostatkiem oznacza utratę poczucia bezpieczeństwa i pożegnanie się z sukcesem, liczonym w gadżetach.