Dlaczego wysokie władze zniechęcały wbrew prawu do bojkotu referendum? Dlaczego nie było obwieszczeń Państwowej Komisji Wyborczej na klatkach i w mieście? Dlaczego w dziennikach mediów publicznych nie podawano w niedzielę, że odbywa się referendum? Dlaczego w ciągu dnia nie podawano frekwencji? Dlaczego karty do głosowania miały obcięte prawe górne narożniki? Czy wszystkie? Czy liczono je jako ważne? Komisja nie umiała tego wyjaśnić. Frekwencja w tych wyborach warunkowała wynik końcowy – dlaczego po zakończeniu głosowań jej nie podano jeszcze o godz. 2:00 w nocy? Dlaczego napływających wyników nie nanoszono na bieżąco na stronę PWK z wykazem wszystkich komisji? A gdzie dublowane przez opozycję obliczenia wyników? Gdzie relacje mężów zaufania? Za to było wesoło, gdy pół nocy oczekiwano na głos PKW. Najlepsze dowcipy z internetu: Irena Szafrańska: „Z powodu ogłoszonej ciszy PKW nie wiedziała o referendum w stolicy”. Zdzisław Krasnodębski wieczorem: „PKW nie zauważyła, że cisza wyborcza się skończyła”. Nocą: „PKW donosi: Polski model administracji wyborczej sukcesem demokratycznej transformacji”. Komu szkodziło złamanie prawa? Mało komu. Ale gdzie jest Polska?