Zwyciężyliśmy z kłamstwem katyńskim, zwyciężymy z kłamstwem smoleńskim. Te właśnie słowa cisną mi się na usta po ostatnich działaniach prokuratury wojskowej, konferencjach zespołu Laska oraz tekstach „Wyborczej”.

Czwartkowa konferencja prasowa Macieja Laska była zwieńczeniem akcji propagandowej, mającej na celu zdyskredytowanie komisji Macierewicza. W nagonce tej udział wzięła „Gazeta Wyborcza”, Wojskowa Prokuratura Okręgowa oraz rząd. Antoni Macierewicz bez problemu poradził sobie z manipulacjami i kłamstwami artykułowanymi przez opisany triumwirat. Możemy nawet dostrzec pewne pozytywne skutki tego ataku. Otóż wydarzenia ostatnich dni wyraźnie pokazały, jak marnymi narzędziami propagandowymi posługuje się rząd i jak niewiele ma do zaproponowania swoim wyznawcom – jedyne, na co go stać, to sięganie do znanych, wyświechtanych wręcz kłamstw smoleńskich.

Skoordynowana akcja

Wtorkowy materiał „Gazety Wyborczej” pt. „Trzej zamachowcy” napisany przez niezawodną Agnieszkę Kublik miał rozpocząć tę starannie zaplanowaną operację. Zawierał wyrwane z kontekstu zeznania ekspertów Macierewicza złożone w prokuraturze. Teoretycznie utajniono dane zeznających, ale można było się domyślić, po sposobie ich opisania, jakie są ich personalia. Na artykuł „Wyborczej” odpowiedziała Naczelna Prokuratura Wojskowa w Warszawie, która już po godzinach urzędowania opublikowała na swojej stronie stenogramy przesłuchań trzech świadków. Nadgorliwość prokuratury mogła niektórych zdumieć – wielokrotnie dziennikarze „Gazety Polskiej Codziennie”, „Gazety Polskiej” czy też portalu Niezależna.pl, którzy usiłowali uzyskać komentarz wojskowych śledczych ok. godz. 15, musieli się zadowolić odpowiedzią, którą dostawali dopiero następnego dnia. Więcej, prokuratura opublikowała materiały z czynnego śledztwa, co jest sytuacją właściwie niespotykaną. Skąd ten pośpiech? Nasuwa się przypuszczenie, że aby wspomóc publikację Kublik. Jednak główna refleksja, jaka nasuwa się po przeczytaniu protokołów przesłuchań trzech świadków i porównaniu ich z artykułem w „Gazecie Wyborczej” nie skłania do zachwytów nad rzetelnością i warsztatem dziennikarzy tej gazety. To, co zostało napisane w „GW”, jawnie przeczy rzeczywistości przedstawionej przez świadków. Pozostaje tylko zdziwić się, że gazeta Adama Michnika uważa swoich czytelników za skończonych durniów, myśląc, że nie dostrzegą oni elementarnych sprzeczności między tekstem Kublik a stenogramami.

Łażenie po prokuraturze

Publikacja ujawniła też niesamowitą hipokryzję „Wyborczej”. Kublik zarzuca ekspertom Macierewicza, że nie mają odpowiednich kompetencji. Tymczasem wystarczy przypomnieć, że eksperci, po których tak chętnie sięga Agnieszka Kublik, nie mają specjalizacji wymaganych do badania katastrof lotniczych. Przykładem może być postać prof. Pawła Artymowicza, z wykształcenia astrofizyka. W biogramie profesora czytamy, że „jego specjalnościami są astrofizyka, astronomia, astrofizyka teoretyczna, dynamika dysków astrofizycznych i układy planetarne”, lotnictwo zaś to jego…. hobby. Czy taki człowiek może być ekspertem w sprawie katastrofy smoleńskiej? Biorąc pod uwagę kryteria przedstawiane przez „GW” i komisję Laska – żadną miarą. Warto też przy tej okazji przypomnieć umieszczone na portalu społecznościowym Facebook wpisy autorstwa ks. Krzysztofa Mądela, ulubionego duchownego „Gazety Wyborczej”, z namiętnością komentującego sprawy przyczyn tragedii smoleńskiej. Otóż już pierwszego września ks. Mądel pisał: „Grupa Laska szykuje duży tekst przeciwko bzdurom Macierewicza, ale łażenie do prokuratury zajmuje im dużo czasu, więc nie wiem, kiedy skończą”. Dziś, po artykułach Kublik, można się domyślać, kto „łaził do prokuratury” i skąd ojciec Mądel miał wiedzę o planowanej publikacji.

Kolejni ludzie honoru

Pozostaje natomiast otwarte bardzo ważne pytanie, które zadali już niektórzy pełnomocnicy rodzin ofiar smoleńskiej tragedii: czy teraz prokuratura ujawni cały materiał dowodowy zebrany w śledztwie smoleńskim? Po ujawnieniu zeznań świadków powinna to zrobić. Warto też, by przedstawiła opinii publicznej także wyniki badań na obecność materiałów wybuchowych na wraku tupolewa. W ten sam sposób, w jaki ujawniła przesłuchania ekspertów komisji Antoniego Macierewicza: kładąc dokumenty na stół! Niech ludność się dowie, co dzielni prokuratorzy wojskowi i powołani przez nich biegli zrobili przez trzy i pół roku. A także całą korespondencję z Rosjanami – jak jawność to jawność! Niech na stronie internetowej NPW pojawią się rosyjskie protokoły – wtedy będzie można ocenić skalę kłamstw i manipulacji, jakiej dopuściła się strona rządowa podczas smoleńskiego śledztwa. I nie pomoże wtedy nawet „Gazeta Wyborcza” i pani Kublik. We wtorek jeden z blogerów na Salonie24.pl o nicku Kamil Gorzelańczyk zawnioskował o przyznanie nagrody Superwiktora dla Agnieszki Kublik. Panie Kamilu – nie ma takiej nagrody, która wynagrodziłaby ogrom pracy, jaki pani redaktor włożyła w szerzenie skompromitowanej i niemającej wiele wspólnego z rzeczywistością wersji rządowej przyczyn katastrofy smoleńskiej. Trzeba pani redaktor przyznać, że wspięła się na szczyty wazeliniarstwa. Pozostaje już tylko czekać, aż Maciej Lasek okaże się prawdziwym „człowiekiem honoru”, większym nawet od swojego pierwowzoru, czyli od Czesława Kiszczaka, z którym tak chętnie pani redaktor rozmawiała jakiś czas temu.